facebook

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Jego sceną jest ulica, publicznością przechodnie, a zarabia „co łaska”. Zawód Grajek, czyli jak (nie)spełniają się marzenia

Jego sceną jest ulica, publicznością przechodnie, a zarabia „co łaska”. Zawód Grajek, czyli jak (nie)spełniają się marzenia

Jego sceną jest ulica, publicznością przechodnie, a zarabia „co łaska”. Władysław Tomczyk, ma 63 lata i jest ulicznym grajkiem.

Katarzyna Jonkowska @ 26.10.2012

Imię: Władysław
Nazwisko: Tomczyk
Wiek: 63 lata
Zawód: Skrzypek

REKLAMA Bezpieczne pozycjonowanie stron w wyszukiwarkach!

Występuje na największej scenie. Codziennie gra dla tysięcy osób. Jego publiczność jest bardzo Władysław TomczykNigdy nie uważałem się za ofiarę kapitalizmu. To pusty slogan rozgoryczonych ludzizróżnicowana. Jego gaże są różne, ale kocha to co robi. Gra pełen pasji i miłości do muzyki. I choć słyszy go wielu, to czy słucha równie dużo ludzi?
Jego sceną jest ulica, publicznością przechodnie, a zarabia „co łaska”. Władysław Tomczyk, ma 63 lata i jest ulicznym grajkiem.

ZAWÓD MUZYK

GALERIA Podziemny dworzec autobusowy w Katowicach [Galeria zdjęć]

Pan Władysław wstaje codziennie skoro świt. Rąbie drewno, nabiera wody ze studni, parzy wodę na herbatę. Latem często pije na ganku, ciesząc się promieniami wschodzącego słońca, którego promienie głaszczą stary, drewniany, prawie stuletni dom rodzinny pana Tomczyka. Kiedy pan Władek załatwi wszystkie poranne sprawunki, pakuje skrzypce, nuty i kasę fiskalną, wsiada na swój rozklekotany, znaleziony na złomowisku rower i jedzie do Katowic. Do pracy. W granatowej, przydługiej kurtce, wysłużonej czapce, ale zawsze pod krawatem, staje nieopodal Kinoteatru Rialto, pod mostem, i gra.

Mówi bez pośpiechu, spokojnie i starannie, jak na wykształconego polonistę przystało, dobiera słowa - Nie narzekam na swój los. Wiele w życiu przeżyłem. Wiara, nadzieja i muzyka uratowały mnie przed upadkiem...

Przeczytaj także: Wojna fanów Paktofoniki - jednak zabrakło paktu przy dźwiękach głośnika

KRĘTA DROGA KU MUZYCE

Wychował się w rodzinie z tradycjami. Ukończył liceum pedagogiczne, a później polonistykę we Wrocławiu. Już podczas studiów pracował jako nauczyciel. Kiedy obronił tytuł magistra, pracował przez moment w redakcji Dziennika Zachodniego i był kierownikiem Klubu Kultury w Katowicach. Był kaowcem, pracownikiem socjalnym, za chlebem wyjechał nawet do Anglii. Nie bał się życia i dzielnie stawał z nim w szranki.

GALERIA Sylwester w Katowicach: zapomniane gwiazdy i DJ jednego przeboju

Kiedy nastąpiła odwilż otworzył własną działalność gospodarczą. Trzy kioski, sześcioro Bycie uczciwym nie jest proste, ale pan Tomczyk wierzy, że dobro zawsze wraca do człowieka.pracowników, biznes kręcił się blisko 13 lat. Będąc wielkim rzecznikiem Stowarzyszenia Kupców, marzył by odbudować klasę średnią. Niestety, bezwzględny rynek, konsumpcjonizm i plaga supermarketów zniszczyły drobnych kupców. Pan Władysław wycofał się w porę. Nie miał długów, oszczędności niestety też nie.

Na początku wystarczył zasiłek i status bezrobotnego. Jednak po kilku miesiącach i to się skończyło. Pan Władysław zaczął żebrać. - To było trudne. Przeżyłem szok. Ja biznesman (sic!), mający pracowników pod sobą, nagle klęczę pod kościołem i proszę ludzi o kilka groszy – wspomina najcięższe czasy pan Władysław. Nie było łatwo patrzeć, jak w miejscu, gdzie miał swoje kioski inni budowali swoje nowe biznesy. Jednak pan Tomczyk cierpliwie znosił swój los bo wierzył, że nadejdzie moment, kiedy będzie lepiej.

Przeczytaj także: Nasz bloger, profesor Tadeusz Sławek i inni w specjalnym projekcie na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Posłuchajcie!

SKRZYPCE RATUJĄ ŻYCIE

Pewnego razu, kiedy pan Władysław chodził po targu. Na jednym ze stoisk zobaczył skrzypce. Przypomniało mu się jak kiedyś, dostał od mamy stare, cygańskie skrzypce...

Przeczytaj także: Patronat Bez Wyjątku: V Śląski Festiwal Charytatywny

To były lata 60., pan Władysław był licealistą. W czasach PRL-u lekcja muzyki była obowiązkowa, a do wyboru był akordeon lub skrzypce. Pan Tomczyk wybrał te drugie, więc mama kupiła mu instrument Władysław TomczykZdarzą się tacy, co skrytykują. Czasem popchną, albo wyzwą od żebraków, ale ja wiem, że to są wyjątkina targu w Będzinie. Pamięta jak spostrzegł, że w pudle rezonansowym jest nalepka „Antonio Stradivarius 1710”. Pochwalił się kolegom, ci podnieceni zaczęli snuć przed młodym Władkiem wizję życia w dostatku i wiecznym bogactwie. Przecież takie skrzypce to skarb! Pełen entuzjazmu zaniósł instrument do swojego profesora, ten na życzenie rozgorączkowanego ucznia spojrzał na skrzypce, zagrał kilka taktów, opukał pudło i rzekł: Gdyby to był Stradivarius to ja bym ci buty czyścił, chłopcze. Tych kilka słów wystarczyło, by młody pan Włodek wrócił na ziemię i pożegnał się z wizją miliona. Stary belfer nie pomylił się. Z czasem skrzypce rozeszły się, poskręcały z wilgoci, co z oryginałem na pewno stać by się nie mogło.

Lekcje muzyki były torturą, dlatego z ulgą ukończył pan Włodek liceum i na jakiś czas zapomniał o katuszach obowiązkowej gry na skrzypcach. Nie planował do nich wrócić. Jednak przypomniał sobie o nich w czasie, kiedy żebrał. Nauczony, że nie bierze się niczego za darmo, żebrząc cierpiał po dwakroć. Szukał sposobu, by znów zarabiać uczciwie. Kiedy zobaczył skrzypce na jednym ze straganów, postanowił wrócić do muzyki.

Przeczytaj także: Miasto chciało spektakularnych wydarzeń i nikt nie zauważył takiego drobnego szczegółu jakim był Jazz i okolice

- Właściciel nie chciał za nie pieniędzy. To był handel wymienny. Dałem mu książkę, a on w zamian podarował mi skrzypce – opowiada. Pan Włodek zaniósł instrument do lutnika, odkurzył swoje stare nuty, stanął przed pulpitem i zaczął ćwiczyć. Przypomniały mu się piosenki z dzieciństwa. Jak ta, Jerzego Połomskiego z 59 roku, Gdzie jest mój dom. Pan Włodek w końcu odnalazł swój. Jego domem stała się muzyka.

SKRZYPCE, KASA, FIRMA

GALERIA Galeria z miasta: owce na wypas

- Nigdy nie uważałem się za ofiarę kapitalizmu. To pusty slogan rozgoryczonych ludzi - mówi pan Władysław. - Czasy się zmieniają. Trzeba być elastycznym - kontynuuje.
Władysław TomczykBez nadziei, bez wiary to nie ma nicPan Władysław zasięgnął rady u księgowej, prawnika i Izby Skarbowej i postanowił zalegalizować swoją nową działalność – wystawianie przedstawień artystycznych.

Do starych skrzypiec dokupił kasę fiskalną. I tak od każdej zarobionej złotówki odprowadza podatek. Nie zwraca uwagi na przytyki złośliwców. - Mówią, żebym sobie darował i schował większe sumy do kieszeni, bo państwo też nas okrada - opowiada spokojnie pan Władysław. Jednak pan Tomczyk wie, że nigdy nie wyjdziemy z mentalnego marazmu wzajemnego okradania jeżeli nie przestaniemy kombinować, narzekać i kraść. - Trzeba dawać przykład, a nie powielać złe zachowania - komentuje pan Władek. Bycie uczciwym nie jest proste, ale pan Tomczyk wierzy, że dobro zawsze wraca do człowieka.

Przeczytaj także: Fokus na celowniku: "Jesteś komercyjną dziwką, jak ci nie wstyd, ty turbohipokryto"

Wbrew pozorom kasa przynosi mu szczęście, nie w postaci pieniędzy, a satysfakcji. Interesują się nim media, ludzie kultury, filmowcy. Kiedyś na specjalne zaproszenie firmy Elsab pan Władysław zwiedził zabrzańską fabrykę kas. - Były pączusie, kawusia. Przyjęli mnie jak jakiegoś wielkiego dygnitarza - wspomina z uśmiechem pan Władek. Szef firmy ciekawy dlaczego pan Władysław nie wymieni kasy na nowszą, zagraniczną, usłyszał, że „trzeba wspierać się wzajemnie i on nie potrzebuje zagranicznych mechanizmów, kiedy rodzima myśl technologiczna też się sprawdza”.

SKRZYPCE INSPIRUJĄ

Przeczytaj także: Po co kupować drogie podręczniki? Pożycz je!

Pan Włodzimierz marzy o tym, by swoją działalność rozwijać. Chciałby mieć solistę, ale wie, że to duże Pan Włodek zawsze wysłucha, pocieszy, a czasem nawet pomoże finansowo. - Jak mam, to dlaczego mam nie dać? Mi też wielu ludzi pomogłozobowiązanie. Jako stary biznesmen wie, że o pracownika trzeba dbać. Składki, ZUS, wynagrodzenie. - Wiem, że Unia daje teraz dofinansowania, ale to duża odpowiedzialność. A co jak się nie wywiążę z umowy? Wolę nie nadużywać przywilejów - ocenia nad wyraz trzeźwo sytuację pan Władek.

Najważniejsze dla skrzypka jest, że inspiruje innych. Młodzi adepci sztuki filmowej robią o nim etiudy, dziennikarze piszą artykuły, a dzieci ciągną matki za rękaw, by te kupiły im skrzypce, bo one też chcą tak grać.

Przeczytaj także: Deutsche Welle o Katowicach: przykład dla reszty Polski

Pan Włodek gra na ulicy i choć czasem nie jest łatwo, to docenia jej uroki. - Zdarzą się tacy, co skrytykują. Czasem popchną, albo wyzwą od żebraków, ale ja wiem, że to są wyjątki. Pojedyncze przypadki - zwierza się pan Włodek. Częściej ktoś poczęstuje kawą, słodką bułką, a nawet przyniesie jakieś stare ubrania. Nierzadko ktoś zacznie zwierzać się, że ciężko, że czasy się zmieniły. Pan Włodek zawsze wysłucha, pocieszy, a czasem nawet pomoże finansowo. - Jak mam, to dlaczego mam nie dać? Mi też wielu ludzi pomogło – komentuje.

Pan Władysław wie, że nigdy nie jest za późno by coś zacząć w życiu robić. Warunek jest jeden, trzeba wierzyć w siebie i w to, że się uda. Wierzy w ludzi i to liczy się dla niego najbardziej.

„Bez nadziei, bez wiary to nie ma nic. Do nikogo nie mam żalu. Osiągnąłem w życiu taki etap spokoju. Dla mnie dźwięk skrzypiec kojarzy się z radością, pasją, miłością, nadzieją. Wiele w życiu przeżyłem, nigdy się nie poddawałem. To są moi słuchacze. To jest moja scena. To jest moje życie.”

Zdjęcia Patryk Pohl