facebook

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Polska Birdy wkracza na muzyczne salony

Polska Birdy wkracza na muzyczne salony

Natalia Baranowska, pochodząca z Mysłowic i jej zespół Natalie Loves You to wschodząca gwiazda polskiej muzyki. Uda jej się przebić?

MB @ 02.01.2013

Natalie „nas kocha”, czyli kogo? Skąd taki pomysł na nazwę kapeli?

REKLAMA Bezpieczne pozycjonowanie stron w wyszukiwarkach!

Natalia: Nazwę naszego zespołu wymyślił Grzesiek. Napisał mi kiedyś smsa z taką propozycją i pomyślałam sobie wtedy, chyba zresztą jak większość ludzi, którzy pierwszy raz ją słyszą, że jest strasznie słodka, infantylna, niezrozumiała. Z biegiem czasu jednak zarzuty zamieniłam na zalety. Przecież zdanie „Natalie loves you” może kryć w sobie tyle odmiennych uczuć, stanów emocjonalnych. To trochę jak zdanie, które pada w filmie. Reakcja na to wyrażenie zależy od słuchaczy i ich interpretacji. A to kogo Natalia kocha zostawi sobie ona dla siebie.

Zespół jest stosunkowo młody – co udało się osiągnąć do tej pory, a jakie są plany? Nie pytam o realne możliwości na obecną chwilę, pytam o marzenia.

GALERIA Podziemny dworzec autobusowy w Katowicach [Galeria zdjęć]

Natalia: Zgadza się, zespół działa od roku, ale ujawniliśmy się dopiero we wrześniu 2012, potem dopiero wrzuciliśmy piosenkę na nasze profile i strony internetowe, a stosunkowo niedawno odbyła się też premiera pierwszego klipu. Z początkiem roku zaczynamy koncerty, których nie możemy się już doczekać. Sami jesteśmy ciekawi, jak te piosenki sprawdzą się na żywo i w koncertowych aranżacjach. Miejsca, w których się pojawimy będziemy zdradzać już niedługo na naszych stronach. Marzeniem Natalie Loves You jest wydanie płyty zgodnej z koncepcją, którą przyjęliśmy, z której będziemy zadowoleni i która otworzy nam możliwości koncertowania nie tylko w naszym kraju, ale też poza jego granicami i oczywiście chcielibyśmy, żeby ludzie się cieszyli tak samo jak my.

Natalie – to jak śpiewasz, jak wyglądasz, jak prezentujesz się na scenie to wynik Twojej indywidualnej inwencji czy może czerpałaś inspiracje od innych? Jeśli tak to od kogo?

Przeczytaj także: Wojna fanów Paktofoniki - jednak zabrakło paktu przy dźwiękach głośnika

Natalia: Nie ukrywam, że wizerunek całego zespołu jest dla mnie bardzo ważną częścią i chcę, by był on spójny i współgrał z muzyką. Długo zastanawiałam się nad tym jak powinnam wyglądać ja i chłopcy. Problem w zasadzie rozwiązał się sam bo niejako jest on podobny z tym wizerunkiem, który prezentuje na co dzień. Nigdy nie założyłabym niczego w czym czułabym się źle, nieswobodnie. Szpilki zamieniam na trampki, bo w takich łatwiej hasa się po lesie. Nasze sceniczne stroje skrystalizowały się przy wybieraniu garderoby do teledysku i chyba tak już zostanie. Co do sposobu śpiewania. Od jakiegoś czasu staram się nie przywiązywać aż tak wielkiej uwagi do warsztatu, a skupić raczej na naturalności, wydobyć z mojego głosu, to co on sam jest w stanie mi dać, a nie zmieniać go i modulować pod dyktando. Można powiedzieć, że między mną a moim głosem nastała harmonia. Oczywiście muzyka, której słucham ma wpływ na taką postawę z mojej strony. Zachwycam się kobiecymi wokalami przepełnionymi ciepłem i pasją.

Muzycznie, w jaki sposób określilibyście swoją twórczość? Oczywiście nie proszę, żebyś dokładnie określiła gatunek, bo to pewnie niemożliwe, ale chociaż powiedz, w jakich klimatach się poruszacie i w jaką stronę chcecie pójść?

Przeczytaj także: Katowice niczym XVIII-wieczny Paryż. Niesamowity koncert w Sky Barze

Natalia: Nie lubię określać gatunku naszej muzyki, nie nam chyba to oceniać. Być może lepiej będzie zostawić to na przykład kompetentnym dziennikarzom muzycznym ;) Podoba nam się skandynawski niepokój i słodki dream pop z Europy. Nie planujemy w jaką stronę chcemy pójść. Myślę, że to samo z nas wypłynie. Czasem podobają mi się elektroniczne elementy albo swingujący rytm, a czasem lubię śpiewać z mile grającą indie popową gitarą. Najważniejsze jest chyba to, żeby piosenki w całości były spójne pod względem muzycznym i aranżacyjnym. Klimat jest istotny, owszem, ale nie zawsze ma się na niego wpływ. Robimy różne piosenki, ale staramy się, żeby miały element wspólny.

Nie boicie się zaszufladkowania w tak zwanych „smętnych dźwiękach”?
Natalia: Nie boimy się, bo nie gramy tylko smętnej muzyki. Zresztą smętne dźwięki tak, czy inaczej są spoko!

Przeczytaj także: Nasz bloger, profesor Tadeusz Sławek i inni w specjalnym projekcie na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Posłuchajcie!

„Theory of moving on mówi o tym, że wszelkie przeciwności losu możemy pokonać tylko my sami, wkładając w to własną pracę, nie oglądając się za siebie iść dalej i piąć się w górę.” Taki opis znalazłam na Waszej stronie. Czy ten pomysł na singiel nie jest trochę zbyt banalny?
Natalia: Jakiś czas temu pisałam o tym na blogu, w którym opisujemy nasze przemyślenia, wyjazdy i, w przyszłości, koncerty i miejsca, w których się pojawimy. Może przekaz jest prosty, ale właśnie do takich oczywistych wniosków doszłam w pewnym momencie mojego życia i postanowiłam utrwalić to w tekście. To jest taka trochę piosenka – lekarstwo. Napisałam ten tekst, żeby samej sobie uświadomić, że jestem w stanie ogarnąć wszystko, mam siłę i tylko ja jestem kowalem własnego losu. Może i wyszła z tego oczywistość, ale dla mnie ważna. Ta piosenka jest dla mnie szczególna, dlatego między innymi została singlem.

Natalie – troszkę kojarzysz mi się z Birdy. Zgodzisz się z taką opinią?
Natalia: A już myślałam, że powiesz, że kojarzę się z Brodką! Cały czas to słyszę. Miło jest być porównywanym do zdolnych.

GALERIA Ars Cameralis 2012: saharyjski blues, opowieści dla zmęczonych życiem facetów i wystawa Pablo Picasso

Teksty w języku angielskim – dlaczego nie polski? A może chcecie się lepiej sprzedać na rynku europejskim?
Natalia: Teksty w języku angielskim są dla mnie najbardziej naturalne. Muzyka, której słucham jest po angielsku, więc tak ją słyszę. To nie jest tak, że polski jest dla mnie nieplastyczny, niemelodyjny, albo że gorzej mi się w tym języku śpiewa. Ba! Studiuję na filologii polskiej, a więc mamy dowód, że polski jest dla mnie równie ważny. Po prostu czasem po angielsku łatwiej wyrazić mi muzyczne myśli. Owszem, jest to też łatwiejszy sposób na dotarcie do zagranicznych odbiorców.

Iowa Super Soccer odniosła spory sukces. Zamierzacie go powtórzyć czy nawet przebić?
Natalia: Iowa Super Soccer zawsze będzie dla mnie ważna. Będę ten zespół nosić w sercu, jak pierwszą miłość. Jednak teraz idziemy z chłopakami inną drogą i ja osobiście chcę się uczyć na własnych błędach, mieć możliwość ich popełniania i analizowania. Na pewno czuję się bardzo mocno zaangażowana w ten zespół, a to oznacza sporą determinację. Jak się to wszystko potoczy – czas pokaże.

Przeczytaj także: Terroryści be-bopu przyjadą do Katowic!

I ostatnie: jak wygląda, Waszym zdaniem, kondycja rynku muzycznego w Polsce? Nie macie wrażenia, że tragicznie, skoro okazuje się, że ulubionych hitem Polaków jest utwór disco polo „Ona tańczy dla mnie”? Czy zatem warto się wysilać tutaj z jakimś ambitniejszych przekazem?
Natalia: Mi się wydaję, że rynek muzyczny w Polsce podzielił się na dwa bieguny. Są zespoły takie jak wspomniany przez Ciebie Weekend, które służą do zabawy, mają dostarczyć przyjemności (przynajmniej w założeniu), wszyscy się z nich śmieją, ale jednak pod nosem nucą, oglądają ich klipy i analizują społeczne zjawisko. To jest trochę jak z literaturą. Czytasz bestseller, który swoją wartością przyprawia krytyków literatury o zawrót głowy, ale jednak jest to pozycja, którą należy, zgodnie z panującą modą, czy tendencją „odhaczyć”. Takie grupy w muzyce też są potrzebne. Nie można zakładać, że każdy słuchacz odpala radio, by zagłębiać się i pasjonować muzyką, czasem po prostu chce się pozbyć napięcia z ciała i potrzebna mu jest do tego miła piosenka. Z drugiej jednak strony nie możemy zakładać, że nasi odbiorcy to mało wymagający ludzie, którzy nie zrozumieją, albo nie dopatrzą się ewentualnych niedociągnięć, bo zwyczajnie ich obrażamy. Teraz młodzi ludzie mają dostęp do wszystkiego, co tylko sobie wymarzą. Słuchają muzyki z całego świata o każdej porze dnia lub nocy. Co lepsze, Ci młodzi ludzie chcą również sami być częścią tej wspaniałej muzycznej przygody i dlatego teraz w Polsce obserwujemy „wysyp” bardzo ciekawych i bardzo dobrych zespołów. Widać, że czerpią oni z najlepszych, a tym samym dają nam świadectwo swojej rozległej wiedzy muzycznej, co prognozuje, że polski rynek związany z muzyką przestanie „kuleć”, a wręcz przeciwnie – będzie się rozwijać z zadziwiającą szybkością, dostarczając także jakość. Mnie to bardzo cieszy.