facebook

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Po Śląsku i Zagłębiu bez biletu

Po Śląsku i Zagłębiu bez biletu

Milton Friedman mawiał, że nie ma darmowych obiadów. Można to sparafrazować i powiedzieć, że nie ma darmowych przejazdów autobusem czy tramwajem. Jednak to nie pasażer ponosi większość kosztów związanych z przewozami. Dlaczego więc nie zlikwidować biletów w komunikacji miejskiej?

Wojciech Trząski

Wojciech Trząski

Działacz stowarzyszeń o których nie słyszeliście, basista zespołów, których nie znacie. Politolog, informatyk-in-spe, niepoprawny optymista.

- Dzień dobry, jeden bilet proszę! - takiego zdania od 1 stycznia 2013 r. roku nie usłyszy kioskarz w stolicy Estonii, Tallinie. I to nie dlatego, że nie mówi się tam po Polsku - w mieście tym, w drodze referendum, postanowiono o likwidacji opłat za przejazdy pojazdami komunikacji miejskiej. Nie jest to jedyne europejskie miasto, w którym zastosowano to rozwiązanie - podobnie działa komunikacja miejska np. w szwedzkiej gminie Avesta czy w fińskim Mariehamn. Jednak czy coś, co działa w kilku małych europejskich miastach (a w dużym - Tallinie - dopiero będzie testowane), mogłoby działać na obszarze zamieszkanym przez ponad 2 miliony ludzi?

REKLAMA Bezpieczne pozycjonowanie stron w wyszukiwarkach!

Gminy finansują KZK GOP

Wojciech Trząski
Obecnie gminy zrzeszone w KZK GOP płacą za funkcjonowanie komunikacji miejskiej ok. 133 zł na mieszkańca

GALERIA Intel Extreme Masters w Katowicach. Pokazaliśmy się z jak najlepszej strony! [Galeria zdjęć]


Zacznijmy od tego, jak działa KZK GOP. Większość ludzi jadąc zdezelowanym Ikarusem czy gotując się w lecie w autobusie z nieotwierającymi się oknami pomstuje na KZK GOP. Jednak autobusy wcale nie należą do Związku. KZK GOP nie posiada autobusów - jedynie rozpisuje przetargi na wykonywanie kursów na poszczególnych trasach. W 2012 r. KZK GOP na ten cel przeznaczy niemal 600 mln złotych; co ciekawe, większość tych pieniędzy wcale nie ma pochodzić ze sprzedaży biletów - bilety stanowią tylko 42% przychodów Związku. Reszta to dotacje od gmin oraz z UE (te ostatnie mają w 2012 r. przynieść Związkowi 44 mln zł).

Obecnie gminy zrzeszone w KZK GOP płacą za funkcjonowanie komunikacji miejskiej ok. 133 zł na mieszkańca. W porównaniu z resztą kraju jest to niewiele – Warszawa do przewozów dopłaca ok. 850 zł, a Poznań ponad 900 zł na mieszkańca! Likwidacja biletów w najgorszym razie podniosłaby więc koszty do ok. 250 zł na mieszkańca, a więc dalej nieporównanie mniej, niż w niektórych polskich miastach. Wiadomo jednak, że miejskie budżety nie są z gumy. Ale trzeba wziąć pod uwagę, że rezygnacja z biletów to nie tylko koszty.

Przeczytaj także: Kiedyś w Katowicach budowano parki. Dzisiaj buduje się parkingi

Korzyści z bezpłatnych przejazdów jest wiele


Wojciech Trząski
KZK GOP zaoszczędziłby sporo pieniędzy, które wydaje na czynności „okołobiletowe” - druk i dystrybucja biletów, kontrola, utrzymywanie pionu administracyjnego zajmującego się biletami

Przeczytaj także: Pijacki flow i kudłate Yeti. Tak się bawią w studenckiej limuzynie

Jakie więc korzyści dałoby zlikwidowanie biletów? Można wymienić ich wiele. Z uwagi na wysokie koszty benzyny część kierowców mogłaby przerzucić się na podróżowanie komunikacją miejską. Trochę odkorkowałoby to nasze miasta, zwiększyło bezpieczeństwo na drogach, zmniejszyło emisję spalin itd. Z uwagi na mniejszą liczbę samochodów łatwiej byłoby zaparkować w centrach miast (dziś znalezienie wolnego miejsca do parkowania w Katowicach nieraz graniczy z cudem). Brak konieczności wykupienia biletu zwiększyłby mobilność rodzin z mniejszymi dochodami. Te korzyści są dosyć oczywiste. Są też i te, których na pierwszy rzut oka można nie dostrzec. Sam KZK GOP zaoszczędziłby sporo pieniędzy, które wydaje na czynności „okołobiletowe” - druk i dystrybucja biletów, kontrola, utrzymywanie pionu administracyjnego zajmującego się biletami. Dlatego podana wyżej kwota – ok. 250 zł na mieszkańca – byłaby pewnie jeszcze mniejsza. Sam przejazd także odbywałby się sprawniej – kierowca nie traciłby czasu na sprzedaż biletów oraz kontrolę pasażerów wsiadających pierwszymi drzwiami.

Jest jeszcze jedna korzyść – reklama. Czy nie stanowiłoby to znakomitej okazji do wypromowania regionu nie tylko na terenie naszego kraju? Górny Śląsk i Zagłębie Dąbrowskie nadal często postrzegane są w Polsce jako tereny zacofane, biedne, niszczejące. W ten sposób pokazalibyśmy, że jesteśmy w awangardzie zmian i innowacyjności, i wprowadzamy rozwiązania zgodne z tzw. zrównoważonym rozwojem. W europejskiej prasie również pojawiłyby się entuzjastyczne artykuły o gęsto zaludnionym, postindustrialnym regionie prężnie kroczącym ku nowoczesności.

Przeczytaj także: Przedsiębiorcy oburzeni. Chcą tańszych parkingów w centrum

Czy to możliwe?

Na papierze wygląda to nieźle. Oczywiście są też pewne zagrożenia, które niosłoby ze sobą takie rozwiązanie. Teraz pasażer kupując bilet w jakimś stopniu jednak jest klientem – KZK GOP musi dostosowywać trasy przejazdów i rozkład jazdy do oczekiwań pasażerów, ponieważ więcej pasażerów to zwyczajnie więcej pieniędzy w kasie Związku. Całkowite oderwanie przejazdów od zasad gry rynkowej spowodowałoby, że organizatorowi komunikacji przestałoby zależeć na pieniądzach pasażera, a więc i na jego satysfakcji. Kolejnym problemem są gminy, które już teraz niechętnie dokładają się do Związkowej kasy. Podwyższenie obowiązkowej składki nawet o kilkadziesiąt procent mogłoby doprowadzić do opuszczenia KZK GOP przez niektórych członków. Jednak myślę, że warto podjąć to ryzyko i poważnie zastanowić się nad tym – przyznam, że kontrowersyjnym – rozwiązaniem.

Przeczytaj także: Dokąd pojadą Katowice? Tramwaj do południowych dzielnic miasta nie może czekać do 2030 roku!