facebook

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Owczy pęd, czyli jak dajemy się ogłupiać

Owczy pęd, czyli jak dajemy się ogłupiać

Czuję się czasem jak obiekt laboratoryjny. Testuje się na mnie teorie, trendy, mody, opinie, produkty.

Ania Byczyńska

Ania Byczyńska

Historyk z zacięciem, obserwatorka i fanka nadawania drugiego życia przedmiotom, które inni skreślili z życiorysu, czasem jadowita jędza, wkurzająca się na bezdenną głupotę

Uwielbiam owczy pęd. Jak ludzie jarają się nieraz bzdetem, na który de facto szkoda wydać złotówkę lub nawet tracić czas. Coraz częściej widzę, jak totalnie wyssana z palca bzdura urasta do rangi grzyba atomowego. Fikcja porywa tłum. Złudzenie, fatamorgana staje się realnym obrazem, za którym goni bezmyślna masa, pomrukująca groźnie w obawie przed utratą tej właśnie ułudy. Mania posiadania jest ważniejsza niż być. Owczy pęd ogłupia, ale daje jednocześnie siłę. Nieważne, co wykrzykuje dana owca, ważne, że wokół niej są inne, podobnie myślące. Jak miło jest czuć, że są inni, tacy sami, którzy chcą tego samego. I co niektóre owce, czują, że mogą mieć wiele owiec za sobą. Mogą je stratować, ale też wynieść na szczyt.

REKLAMA Bezpieczne pozycjonowanie stron w wyszukiwarkach!

Mania posiadania jest ważniejsza niż być. Owczy pęd ogłupia, ale daje jednocześnie siłęNie jest ważne, że to, czego chcą owce, może nawet nie istnieć. Ważne jest, że chcą. Czasem czegoś co nie istnieje, albo jest bardzo, bardzo ważne lub ekskluzywne. To już odłam owiec snobowatych. Im mniej jest obiektów typu tylko dla bardzo ważnych i wymagających owiec, tym bardziej ten odłam pragnie je posiadać. Są w stanie wiele poświęcić czasu i pieniędzy.

I na tym kręci się machina biznesu. Czuję się czasem jak obiekt laboratoryjny. Testuje się na mnie teorie, trendy, mody, opinie, produkty. Nie dam sobie wmówić, że białe jest czarne, skoro jest, do cholery, białe! No tak, ktoś powie, że jednak czarne. Tu będziemy sobie dywagować. Pod warunkiem tego, że oponent nie uczestniczy właśnie w pędzie na czarne. Inaczej zostanę poddana badaniu, oczywiście owczym, a potem, oczywiście owczej indoktrynacji. Owcza indoktrynacja często wiąże się z oskarżaniem, uwłaczaniem i owczemu żalowi, nad tym, że jestem tak nieowcza.

GALERIA Podziemny dworzec autobusowy w Katowicach [Galeria zdjęć]

Uważam, że bycie nieowczym jest bardzo zdrowe. Czasem lepsze niż nie używanie cukru i soli. Nie podnosi ciśnienia, nie powoduje skłonności psychopatycznych i depresji. Nieowcowatość daje niezależność i wolność myślenia, jego jasność. Pojawiają się zdolności kreacji czegokolwiek zapragniemy. Tworzymy, budujemy naszą nieowczą tożsamość, kreujemy swój świat, dochodzimy do etapu kreacji obiektów, pragnień nie tylko naszych. Rozrasta się nasza empatia, chęć doświadczania innych. I tu zaczyna zaczynamy być projektantami naszej rzeczywistości. Przemieniamy się w wilka. I to my dajemy owcom, to czego pragną. I ciągniemy za sobą te biedne, owcowate owce. I tak wiemy, że naprawdę białe jest białe, a karminadel jest też mielonym.

(foto: CC BY-SA 2.0, heatbrandon)

Przeczytaj także: Moja Mariacka czy moje miasto?