facebook

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

O pomocy drogowej i autostradzie, która nie istnieje

O pomocy drogowej i autostradzie, która nie istnieje

O włoskiej pomocy drogowej i polskiej austradzie, której nie ma.

Nat. Rusinowska

Nat. Rusinowska

Na świat patrzy przez szkło obiektywu. Chodzi z głową w chmurach, łapie ulotności, zachwyca się barwami, fakturami. Kocha stare kamienice i... stare samochody. S m a k u j e życie, z pasją eksperymentuje w kuchni, co ugotowała – fotografuje, bloguje. W życiu – podróżnik, na papierach – psycholog, na co dzień – właścicielka katowickiej „Białej Małpy”.

Koło zapasowe w samochodzie się p r z y d a j e . Truizm? Ano i owszem, truizm. Do tego nawet stopnia, że przez długie lata żyłam w błogiej nieświadomości i jeżdżąc dwudziestoczteroletnim Saabem 900, nie frapowała mnie zbytnio (nie)obecność koła zapasowego w nowych samochodach. Tych zupełnie nowiutkich, z salonów.

REKLAMA Bezpieczne pozycjonowanie stron w wyszukiwarkach!

Do rzeczy

Co więc j e s t? Jest mikro komplecik o wdzięcznej nazwie zestawu naprawczego. Służyć ma ów komplecik do n a p r a w i a n i a przebitej opony. Wszystko w porządku, pod warunkiem, że jedna z opon samochodu nie wybuchnie sobie na autostradzie.

GALERIA Podziemny dworzec autobusowy w Katowicach [Galeria zdjęć]

Znaki na A1 prowadzą we wszystkich możliwych kierunkach, i nieodparte jest wrażenie że ustawione zostały losowo, robią dziwaczne i niezrozumiałe zawroty i nawroty, a tuż, tuż przed osławioną A1 informują, że jednak jeszcze jej tu nie ma.A tak się właśnie zdarzyło, na 8 kilometrze (jak udało nam się ustalić) autostrady BolognaPadova. I stop. Dosłownie, bo tu właśnie zaczyna się problem. Jechać nie sposób, zestaw naprawczy nic nie naprawił, czekamy na włoską lawetę, zastanawiając się, jak u licha zmieścimy się w kabinie w cztery osoby.

Uśmiechnięta pomoc nadjeżdża po dwóch godzinach

Przeczytaj także: Kulinarne eksperymenty Natalii. Oswajamy jesień

‘So good to see You!’ – witamy panów z ulgą.

‘Me, no English. He can speak English’ – tu pan wskazuje na kolegę. Płonne nadzieje, wbrew zapewnieniom, n i k t nic po angielsku nie mówi. No przecież, o naiwni, jesteśmy we Włoszech! Łamanym hiszpańsko – włoskim tłumaczymy panom, że to nie ‘motor’ tylko opona. W każdym razie – na lawetę. Panowie wciąż uśmiechnięci (lub, co gorsza, szczerze rozbawieni n a m i) szybko rozwiewają nasze obawy, jakim cudem zmieścimy się w czwórkę, a raczej w szóstkę w kabinie machiny.

GALERIA Co ma Ślązak na wyciągniecie ręki? Góry, jakich nie znacie

‘Tutti alla auto!’. Że co, że mamy wejść do auta? ‘Si si, Tutti, tutti!’.

Wchodzimy. Zaczynają wciągać samochód na lawetę, zanim dobrze ogarnęliśmy, że to dzieje się naprawdę, co gorsza, zanim zwolniliśmy ręczny...

GALERIA Podróże kulinarne: W objęciach Karpat i Dunaju

I jedziemy. Jazda przednia. Po autostradzie w nieznanym kierunku, do nieznanego warsztatu, siedząc w aucie na l a w e c i e, żeby było jeszcze zabawniej, nijak nie zabezpieczonym. Ach Ci Włosi, finezji, to się można od nich uczyć!

To bynajmniej nie koniec przygód. Nasza pomoc zawozi nas najpierw na peryferia Bolonii, gdzie podpinają za nami kolejny samochód (tak, tak!), potem, zaś, żeby nie było za szybko, zatrzymują się w rodzimym swym warsztacie. Wychodzą i... znikają na dobre pół godziny. Nie wiemy czy śmiać się czy płakać, żartujemy, że przecież jeszcze nie skończyła się sjesta i pewnie nie zdążyli dopić kawy...

Przeczytaj także: Moda na turystykę kulinarną

Kolejny etap lawetowania dotargał nas wreszcie pod wrota szanownego ASO Chevroleta w Bolonii. Tu okazuje się, że szanowny salon, opon takowych, całkiem standardowych, nie posiada, ale tam, tuż obok, całkiem blisko, jest Casa Pneumatica i tam na pewno mają wszystko. Konkludując, zamieszania było sporo, śmiechu i nerwów też, a już na pewno c z a s u, który w liczbie godzin sześciu, straciliśmy na lawetowej wycieczce krajoznawczej. Dodam jeszcze, że krążąc po przedmieściach miasta wzbudzaliśmy spore zainteresowanie przechodniów, którzy namiętnie nam machali. Cóż – odmachiwaliśmy.

Gdzie ta autostrada...

GALERIA Niepełnosprawność to nie powód, żeby zamykać się w domu. Świetne zdjęcia niepełnosprawnej modelki

Włosi więc, jak to Włosi, trzeba przyznać że swoją „manyanę” robią z klasą i wdziękiem. Czego o Polakach powiedzieć nie można. Wjeżdżając bowiem do Polski, stwierdziliśmy jednogłośnie, że włoska pomoc drogowa jest, owszem, zabawna. Ale nasze rodzime autostrady, już nie. Sprostowanie – autostrada A1 w okolicach Rybnika. Znaki na A1 prowadzą we wszystkich możliwych kierunkach, i nieodparte jest wrażenie że ustawione zostały losowo, robią dziwaczne i niezrozumiałe zawroty i nawroty, a tuż, tuż przed osławioną A1 informują, że jednak jeszcze jej tu nie ma. Nie znalazłszy nic, co by ją przypominało, po godzinie krążenia, powlekliśmy się smętnie za tirem, polską drogą krajową...