facebook

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

"Nie raz na dźwięk moich słów wypowiadanych z wyraźnym akcentem rodacy pokazali jakie mają o nas pojęcie"

"Nie raz na dźwięk moich słów wypowiadanych z wyraźnym akcentem rodacy pokazali jakie mają o nas pojęcie"

Przykro mi było, kiedy usłyszałam od Wrocławianki, że Ślązacy (wspomnę niewinnie, że to Wrocław jest stolicą naszej Silesii) to ludzie ograniczeni własnymi granicami.

Anna Kowalczyk

Anna Kowalczyk

Do południa inżynier. Do rana żona, matka, pasjonatka. Bieganie, malowanie, czytanie i coś całkiem świeżego - fotografia. Wszystkim tym pasjom oddaje się bez reszty.

Z łona matki, stuprocentowej, na nieistniejącym już Mrtynszachcie Ślązaczki zrodzonej oraz z inicjatywy ojca, stuprocentowego z korzeni niemieckich wyrwanego Ślązaka, powołana do życia zostałam ja – Anna Maria Katarzyna. Caryca życia swego.

REKLAMA Bezpieczne pozycjonowanie stron w wyszukiwarkach!

Nigdy nie przyszło mi, za co chwała Panu naszemu, wyprzeć się swojej śląskości. W zasadzie eksponowałam ją nieświadomie już jako frelka. Podróżując z rodzicami po świecie nie używałam polszczyzny, gwara była moją domeną.

Nigdy również nie przyszło mi, za co po stokroć chwała Panu naszemu, doświadczyć większych przykrości z tegoż powodu. Ale za mną ślepe szczęście chodzi. I wiem, że jaki bym obraz Śląska sobą malowała w odległych, a przecież całkiem bliskich rejonach Polski, ten obraz został już namalowany dawno. I niekoniecznie jest prawdziwy.

GALERIA Wojenka katolików z ateistami... na billboardy

Co innego „daleko”. Tambylcy, którzy ode mnie dowiedzieli się, że Śląsk istnieje, że to w Europie i że to nie kraj a 'land'... to co innego. Nie, nie przedstawiam swojej ziemi w superlatywach. Skąd! Ale mówię z serca i z sercem o ojczyźnie węgla. Tłumaczę, że wcale nie trzeba w maskach chodzić aby oddychać, że można normalnie z sąsiadem pogadać i pożyczyć cukru jak braknie do herbaty. Można zostawić klucze kumie z parteru, jak się na wczasy wyjeżdża. I że w szkole mówią czystą polszczyzną. Ludzie chodzą do teatru i czytają książki. Ślązacy dobrze wiedzą kim był Van Gogh i że czują skutki nieudolnej gospodarki. Takie całkiem oczywiste rzeczy. Po co?

Bo przykro mi było, kiedy usłyszałam od Wrocławianki, że Ślązacy (wspomnę niewinnie, że to Wrocław jest stolicą naszej Silesii) to ludzie ograniczeni własnymi granicami. Kobieta, istota ciemna, w domu siedzi i gotuje (jakby rola matki i żony czymś hańbiącym była). Że ludzie nie wystawiają nosa za swój próg i zapatrzeni są w węgiel, nie widząc innych możliwości.

Przeczytaj także: Ślonzok 2022 będzie taki, jakim go wykształcimy

Kto wie ile razy skroń mi jeszcze zapulsuje na dźwięk takich słów, a purpura ust uwidoczni się jedynie jako cieniutka, wygięta w dół wstążeczka. I kto wie, ile razy będę musiała powstrzymywać swoje temperamentne ciało od spontanicznej reakcji na takie słowa. Kto wie?!

Ponieważ nie jeden raz na dźwięk moich słów wypowiadanych z wyraźnym akcentem w dalekiej i bliskiej Polsce, rodacy pokazali jakie mają o nas pojęcie. I doprawdy niewiele się ono różniło od wyobrażenia mojej znajomej Wrocławianki.

Przeczytaj także: Smutno mi, że jestem patriotą