facebook

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Miasto gigant, czy miasto kameralne? Jakich chcemy Katowic?

Miasto gigant, czy miasto kameralne? Jakich chcemy Katowic?

Ten temat wraca jak bumerang. Jaki ma być nasz rynek i wiodąca do niego aleja? Niedawno na łamach Dziennika Zachodniego jeden z czytelników nie zostawił suchej nitki na koncepcji rozwoju centrum autorstwa Tomasza Koniora. Widocznie ambicje nas mieszkańców nie idą w parze z ambicjami urzędników. Ambicjami lub megalomanią.

Krzysztof Duda

Krzysztof Duda

Trener, specjalista ds. projektów edukacyjnych. Od 8 lat zaangażowany w śląski 3 sektor, współpracował z takimi organizacjami jak Polskie Forum Edukacji Europejskiej, Dom Współpracy Polsko-Niemieckiej i Międzynarodowy Instytut Dialogu i Tolerancji im. Jana Karskiego. W wolnym czasie fotografuje i zaraża innych pasją do Śląska.

W swoich podróżach po miastach Europy najczęściej widziałem dwa typy miast – te z kompleksem giganta i te, które rosną po cichu, w bardziej zrównoważony sposób, latami. W miastach gigantach ludzie giną, wszystko wokół nich jest wielkie, przytłaczające. Wielkie projekty budowy wielkich osiedli z wielkimi budynkami, do których prowadzą wielkie ulice zabierają wielkie ilości przestrzeni. Zabierają nam, mieszkańcom. Widziałem to w Warszawie, widziałem to w Tbilisi, w Londynie, w Kolonii i w Stambule. Czy chcę to widzieć w Katowicach? Mieliśmy taki okres w historii, Mamy ten komfort, że wolnego miejsca do zabudowy mamy sporogdy nagle Katowice miały stać się gigantem, wyrosły wielkie osiedla i wielkie aleje. W kilkadziesiąt lat liczba mieszkańców uległa podwojeniu, a nawet potrojeniu. I dziś już drugą dekadę głowimy się co zrobić z tym monumentalizmem, którego pomnikiem stała się aleja Wojciecha Korfantego i rosnący problem pustki w tym miejscu.

REKLAMA Wirtualizacja IT z SANSEC Poland!

Wolę Katowice kameralne, tak samo jak wolę aglomerację kameralnych miast, zamiast wielkiej metropolii. Rosnącej powoli, w której mieszka się przyjemnie, choć może nie tak szybko i intensywnie. Zajęło mi trochę czasu dostrzeżenie w jak bardzo uprzywilejowanej pozycji się znaleźliśmy – mniejsze miasto to mniejsze odległości, mniejsze i mniej zatłoczone ulice, mniej tłumu, więcej przyjaciół, bliższe granice miasta, bliższa natura. Mieszkając w Katowicach mam 20 minut do lasu i 20 minut do pracy, a po wieczornych wypadach do pubu mogę wrócić do domu pieszo. W Tbilisi lub Warszawie rzecz nie do pomyślenia.

Dwa miasta w Europie szczególnie pomogły mi docenić sytuację Katowic – niemieckie Bonn i francuski Strasbourg. Obydwa porównywalnej wielkości do naszego i z każdego z nich możemy wziąć coś dla siebie. Mimo sporej liczby mieszkańców, wydają się być mniejsze niż w rzeczywistości. Przypomniały mi się przy okazji kolejnej dyskusji o rynku, kiedy kolejni rozmówcy wspominali w prasie o tym, co postulowałem w zeszłym roku, aby rynek zazielenić. Sercem Bonn jest Aleja Poppensdorfer, prowadząca od dworca kolejowego do pałacu w którym mieści się uniwersytet. Szeroka aleja składa się tak naprawdę z dwóch ulic obsadzonych drzewami, w cieniu których znajdują się wysypane żwirem alejki spacerowe. Po środku alei znajduje się łąka, na której regularnie można spotkać młodych ludzi na kocach i dzieciaki grające w piłkę. Aleja to jeden z elementów śródmieścia, które niemal w całości Zamiast wielkich symboli, biurowców, ulic, wypełnijmy tę przestrzeń zielenią, małymi pawilonami dla sprzedawców kwiatów i kawy, alejkamijest strefą pieszą.

GALERIA Huta Jedność znika. Jaki los czeka dziedzictwo poprzemysłowe Górnego Śląska?

Podobne miejsce zobaczyłem w Strasbourgu, gdzie niedawno przebudowany plac dworcowy zamieniono w wielką zieloną przestrzeń, pod którą zabudowano podziemny parking, przystanki tramwajowe i kilka punktów gastronomicznych. Był to najcichszy plac dworcowy z jakim się spotkałem.

Choć nie o samą zieleń tu chodzi. Istotnym elementem tych miast jest niezwykła mobilność, łatwość przemieszczania się przy pomocy komunikacji publicznej lub rowerów. Samochody w obydwu miastach są rzeczą zbędną, bo śródmieścia są strefami ograniczonego ruchu, naturalnie faworyzującymi tramwaje, rowery i pieszych.

Przeczytaj także: Katowice wcale nie umierają. To miasto się nie rozwija, ono tylko zwiększa swoją powierzchnię

Analogia do śródmieścia Katowic nasuwa się sama, chociaż los naszego miasta właśnie się waży.

Oczywiście to inne miasta i nie da się ich skopiować i wkleić w inną przestrzeń, gdzie indziej. Możemy jednak się czegoś od nich nauczyć i zamienić Korfantego z Rynkiem w rzeczywistą wizytówkę miasta, gdzie można by przyjść odpocząć i spędzić czas wolny. Zamiast wielkich symboli, biurowców, ulic, wypełnijmy tę przestrzeń zielenią, małymi pawilonami dla sprzedawców kwiatów i kawy, alejkami Wolę Katowice kameralne, tak samo jak wolę aglomerację kameralnych miast, zamiast wielkiej metropoliidla biegania i ścieżkami rowerowymi. Spójrzmy na problemy z jakimi borykają się zatkana wieżowcami Warszawa, albo wiecznie zatłoczony Londyn. Nie musimy powielać ich błędów, zalewać każdego skrawka ziemi asfaltem i betonem.

Przeczytaj także: Zabijmy Silesię, liczą się Katowice!

Mamy ten komfort, że wolnego miejsca do zabudowy mamy sporo i to w lepszych lokalizacjach – naturalnym miejscem dla wieżowców wydaje się być dziś Chorzowska, z Drogową Trasą Średnicową, przy której straszą puste działki po Hucie Baildon, hali sportowej i wyburzonych kamienicach, nie mniej miejsca jest też na Wełnowcu i na terenach po kopalni Katowice. To tam w pierwszej kolejności powinny wyrosnąć nowe biurowce i budynki. To te miejsca zobaczą z samochodu odwiedzający Katowice. Tymczasem w śródmieściu stwórzmy miejsce w którym będą chcieli zostać, gdy już z tego samochodu wysiądą.