facebook

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Katowiczanie, gdzie się podziała wasza kindersztuba?!

Katowiczanie, gdzie się podziała wasza kindersztuba?!

Nie ustępujemy miejsca starszym w autobusach i tramwajach. Gdzie się podziała nasza kultura, czy tak nas wychowali rodzice?

milkboxer

milkboxer

Student UE, nowy w mieście. Wnikliwy obserwator, zauważający piękno nawet w jeździe zdezelowanym tramwajem po kiepskiej dzielnicy. Entuzjasta miasta, a im wyższe piętro, tym lepiej. Fotograf-amator, zainteresowany demografią i ekonomią.

Jako dziecko z dobrego domu ze śląskiego „Bible Beltu”, czyli obszaru między Rybnikiem a Pszczyną, gdzie ostateczne słowo ciągle niestety ma ksiądz proboszcz (albo pastor), odebrałem (przynajmniej teoretycznie) lekcje śląskiej kindersztuby, która miała zaprocentować w moim całym życiu. Jednym z elementów tej kindersztuby jest ogromny szacunek dla osób starszych, który w życiu codziennym przejawia się najczęściej w jednym aspekcie – ustępowania miejsca osobom starszym kiedy tylko jest to potrzebne i możliwe.

REKLAMA Bezpieczne pozycjonowanie stron w wyszukiwarkach!

Nie ja jeden w mojej okolicy zostałem tak wychowany, czego dowodów dostarczała codzienna jazda autobusem z centrum Rybnika w stronę wschodnich peryferii. Niezależnie od tego, że wszyscy moi znajomi jednym chórem narzekali, że emeryci mają irytującą manierę jeżdżenia do sklepu i doktora dokładnie w tych samych godzinach, co ludzie zmierzający do pracy i szkoły, a wracają także oczywiście w okolicach piętnastej, wszyscy zgodnie ustępowaliśmy starszym miejsca w środkach komunikacji publicznej. Nie wiem, może miało to przyczyny w tym, że istniało wielkie prawdopodobieństwo, że dana nobliwa pani czy starszy pan znają dziadków, rodziców lub sąsiadów? Fakt pozostawał.

Dlatego po przeprowadzce do Katowic w oczy uderza mnie brak tego kulturalnego nawyku wśród młodych katowiczan. Codziennie jadę tramwajem, gdzie obserwuję zasuszone staruszki ledwo trzymające się rurek, a obok nich siedzące wygodnie młode dziewczęta w pełnym makijażu. Ale tramwaj nie jest taki zły – jedzie w miarę równo i komfortowo, szybko, jest duża fluktuacja pasażerów, a miejsc siedzących jest tam mało.

GALERIA Podziemny dworzec autobusowy w Katowicach [Galeria zdjęć]

Co innego autobusy. Dzisiaj miałem okazję przejechać się nowoczesnym, przegubowym Solarisem na linii w kierunku Ligoty. Z racji godziny nie był specjalnie napchany, ale jednak kilkanaście osób stało. Na przystanku w okolicach Stawowej (nie mam pojęcia, jak się nazywa – mieszkam tu dopiero od tygodnia) do pojazdu wsiadła pani, która uosabiała archetyp babci: siwiutkie, średniej długości włosy, grube okulary, nieco zaokrąglona postura i pomarszczona twarz. No generalnie tylko się do takiej przytulić.

I teraz następuje niestety smutna część opowieści. Pani tej nikt z młodych, siedzących ludzi nie ustąpił miejsca, zrobiła to dopiero niewiele młodsza od niej kobieta (też siwa, ale raczej w okolicach siedemdziesiątki, a nie dziewięćdziesiątki) siedząca na „dwójce” razem z jakąś młodą dziewczyną. Myślałem naiwnie, że dziewczę zorientuje się co się dzieje i zreflektuje się, przeprosi i ustąpi siedzenia. Ależ skąd. Nasunęła na uszy słuchawki i idiotycznie udawała, że nie widzi ani starszej pani, ani drugiej starszej pani ustępującej jej miejsca.

Przeczytaj także: Pijacki flow i kudłate Yeti. Tak się bawią w studenckiej limuzynie

Nie wiem, może nie jestem jeszcze przyzwyczajony do rytmu, bezwzględności i szybkości wielkiego miasta, ale zauważam, że takie niekulturalne zachowanie to jakaś ogólna cecha wielu mieszkańców Katowic. Dzisiaj po raz pierwszy odkąd się tu wprowadziłem samochód stanął i przepuścił mnie i moich znajomych na pasach – pewnie dlatego, że dalej i tak był korek. Normalnie kierowcy jadą i nie patrzą na pieszych. W Rybniku piesi wchodzą na jezdnię niejako bezwiednie, bo kierowcy i tak jadą po centrum maksymalnie czterdzieści na godzinę, a przy przejściach jeszcze zwalniają – i nie potrzeba do tego garbów. Próbujesz się „wbić” na sąsiedni pas ruchu? Niskie szanse powodzenia, bo wszyscy gdzieś pędzą. Tu niestety nie mogę stwierdzić, czy w Rybniku jest lepiej czy gorzej, bo w tym mieście nie ma wielopasmowych dróg.

Katowiczanie! Może nieco przystopować, może warto sobie pomyśleć „a co by było, gdybym to ja był na jego/jej miejscu”?

Przeczytaj także: Zarabiasz średnią krajową? Musisz być feministką!