facebook

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Ja, nowoślązak

Ja, nowoślązak

Nie da się rozprawiać o własnej tożsamości, nie odkrywając kart swojego pochodzenia. Proszę więc Państwa - jestem elementem napływowym.

Tomasz Jarecki

Tomasz Jarecki

Doradca finansowy (specjalizacja: pozyskiwanie kapitału zewnętrznego), marketingowiec, działacz sportowy i społeczny. Uznany przez Open Finance S.A jako jeden z najlepszych doradców finansowych roku 2012, sekretarz Ruchu Autonomii Śląska w Bytomiu oraz członek władz Chorzowskiego Klubu Karate "Modern Fight".

Coraz częściej w naszej śląskiej debacie publicznej daje się zaobserwować temat tożsamości śląskiej. Usilnie zarysowuje się granice pomiędzy tym, kto Ślązakiem jest, kto Ślązakiem nie jest, a kto nim absolutnie być nie może. Żeby było śmieszniej, granic tych nie stawiają sami Ślązacy, a raczej ci, którzy deklarują, że na pewno nimi nie są. To nie Jerzy Gorzelik ani RAŚ używają sobie na ukrytych Niemcach, to nie Rafał Adamus określił Ślązaków mianem "warchołów", to nie Henryk Mercik porównał narodowość śląską do choroby psychicznej. Usiłuje nam się wtłoczyć do głowy, że jesteśmy kimś gorszym, obywatelami drugiej kategorii, a ludzie tacy jak ja, którzy nie mają kilku pokoleniowej historii śląskości swojej rodziny, na pewno są Polakami. Mam zamiar rozprawić się z tym poglądem i - na razie samotnie - podnieść rękawicę rzucaną młodym ludziom przez adwersarzy. Szanowni Państwo - jestem nowoślązakiem.

REKLAMA Bezpieczne pozycjonowanie stron w wyszukiwarkach!

Nie da się rozprawiać o własnej tożsamości, nie odkrywając kart swojego pochodzenia. Proszę więc Państwa - jestem elementem napływowym. Moi rodzice pochodzą z Radomska i Moja śląskość jest wyrazem niezgody na to, co mnie otaczaCzęstochowy, a na Śląsk przyjechali z powodu pracy i mieszkania. Nie przesiąknęli (a może tak im się wydaje?) śląskim kanonem, aczkolwiek zastanawiająco dużo w ich zachowaniu jest podobieństw z rdzennymi mieszkańcami naszego regionu. Mój ojciec nigdy nie użył słowa "kindersztuba", ale skutecznie wybijał mi z głowy pomysły takie jak: kłamstwo, brak szacunku dla starszych, lenistwo, oraz wszelkie inne chacharstwa. Nie hołdowali my w doma śląskim wartościom sensu stricte (na wilijo przychodziła do nas gwiazdka a nie dzieciątko), co nie przeszkadzało im zrobić ze mnie ministranta i uczyć charakterystycznego dla Ślązaków szacunku do Kościoła i tradycji. Świadomie nie asymilując się z mieszkańcami, mieli w swoim kanonie wartości coś, co sami nazywali "uczciwością z gruntu", a co w moim rozumieniu ze śląskością jest spójne. Naturalnym jest, że wychowany na takim gruncie, do zaakceptowania śląskości mam tylko jeden, tożsamościowy krok. Nienaturalnym natomiast jest, że nagle, niczym symptomatyczna "rzić zza krzoka", pojawia się tabun ludzi, kerzy mi tego kroku zrobić bronią. Nie ukrywam, że bardzo podnosi mi to ciśnienie - być może wynika to z arogancji charakterystycznej dla 25-latka, ale uważam, że osobą, która wie najlepiej, kim jestem, jestem ja sam.

Kocham tę ziemię, więc jestem ŚlązakiemZ czego wynika moja śląskość? Czy tylko z tego, że zostałem wychowany w kanonach wartości bardzo podobnych do śląskich? Niy. Głównie jest ona wyrazem niezgody na to, co mnie otacza. Wyrazem oburzenia na politykę prowadzoną przez państwo polskie w stosunku do mojego ukochanego miasta Bytomia oraz do regionu, z kerego wyprowadzać się nie chcę. Ze Śląskiem jest związane całe moje dotychczasowe życie i nie chcę, żeby to się zmieniło. Z sentymentem chodzę po brudnych ulicach, z miłością patrzę na walące się kamienice, złość i frustrację wzbudzają we mnie place po wspaniałych budowlach, utraconych na zawsze. I sam siebie, z młodzieńczą naiwnością, pytam - jak można niszczyć, świadomie i z premedytacją, coś tak pięknego? Nie dostaliśmy Śląska od tych mieszkających tutaj wcześniej, pożyczyliśmy go od naszych dzieci i ludzi, kerzy tutaj przyjadą. Kocham tę ziemię, więc jestem Ślązakiem. Nie ma dla mnie znaczenia, którą ziemię pokochali moi rodzice i przodkowie- tak oni mieli do tego prawo, jak ja mam swoje. Do niedawna myślałem, że jestem w tym poglądzie dość osamotniony, rzeczywistość jednak pokazała, jak bardzo się myliłem.

GALERIA Huta Jedność znika. Jaki los czeka dziedzictwo poprzemysłowe Górnego Śląska?

Paradoksalnie ludzie, którym najbardziej mógłby się nie podobać "nowośląskość", akceptują bez chwili wahania moją tożsamość. Będąc członkiem RAŚ od ponad roku, nigdy nie usłyszałem złego słowa na temat swojego pochodzenia. Jest to dla wszystkich całkowicie normalne i zrozumiałe. Moja początkowa nieumiejętność godanio nie spotykała się z kpinami, a chęć nauki godki pozwoliła mi znaleźć wiela gryfnych chopów i freli, kerzy mi tłumaczyli, co to są kreple, gibzdeka i fuzekle. Bardzo wiele korzystam na wymianie kulturowej pomiędzy mną a rdzennymi Ślązakami- oni uczą mnie kultury, która fascynuje coraz bardziej, ja im z kolei uświadamiam, że śląski to nie jest powód do wstydu, a raczej do dumy. Natomiast, dlaczego nie mogę być Ślązakiem, dowiaduję W życiu nie zjechałech na dół, w szoli byłech raz w życiu na wycieczce szkolnej, a na co dzień do roboty łaża w ancugusię od "znajomych" z ONR, zwolenników teorii spiskowych, czytam o tym w prawicowych pismach i na forach internetowych. Zdumiewa mnie logika ludzi, którzy wrzaskiem, groźbami i kpinami próbują mnie przekonać do pozostania przy ich narodowości. W spisie powszechnym deklarowałem się jako Polak/Ślązak, aczkolwiek teraz widzę, że to był błąd. Czym więcej obserwuję debatę publiczną, tym bardziej wstydzę się deklarować polskość, ponieważ jawi mi się ona rozognioną, plującą niezrozumieniem twarzą polskiego nacjonalisty, który kategorycznie zabrania mi czuć po swojemu. Faktycznie, „nie o takie Polskę” chyba walczono. W polskiej szkole uczono mnie o ojczyźnie, która wiele wycierpiała, która jest tolerancyjna, wierząca i otwarta - do takiej Polski przyznam się zawsze i wszędzie. Polski, która wrzeszczy na mnie za to, że nie chcę pozwolić jej zrujnować do reszty mojego miasta, Polski, która podjudza starszą panią na Marszu Autonomii do bicia sztylem z biało -czerwoną flagą młodego autonomisty - takiej Polski się wyrzekam. W moim nowośląskim świecie mogę być jednocześnie Polakiem i Ślązakiem - tak, jak mogę być jednocześnie bytomianinem i Europejczykiem. Jeżeli Polak i Ślązak (w oczach Polaków, żeby było śmieszniej!) stoją w konflikcie, to ja za polskość dziękuję.

Żeby nie było tak kolorowo, moja nowośląskość stoi też poniekąd w sprzeczności z tradycyjnym pojmowaniem śląskości jako takiej. W życiu nie zjechałech na dół, w szoli byłech raz w życiu na wycieczce szkolnej, a na co dzień do roboty łaża w ancugu. Szanowni Państwo, w XXI wieku, wieku nieograniczonego internetu, znajomych na całym świecie, erze informacji, tradycyjny Ślązak jest, obawiam się, odrobinę przestarzały. Nie zrozummy się źle - tradycja, religia, sumienność i rzetelność dalej są w cenie. Uważam jednak, że jeżeli sumiennie i rzetelnie przerzucam codziennie sterty papierów, to mam takie samo prawo nazywać się Ślązakiem, jak ten, kery na dole kombajnem mieli wongiel. Nie lepszym ani nie gorszym - innym, ale jednak Ślązakiem. I podobnie do mnie, wielu młodych ludzi zadaje sobie pytanie - czy jo jest Ślonzok, jak jo robia w marketingu, finansach, handlu czy laboratorium? Czy jo jest Ślonzok, jak nie do końca poradza godać? Charakteryzuje ich to, że nieważne, czy mieszkają w Cieszynie, Katowicach czy Lublińcu, wszystkich gryzie to samo pytanie. Szukając odpowiedzi w mediach, jedyne, co mogą znaleźć, to wrzask. Szukając odpowiedzi dookoła, mogą się dowiedzieć, że nie do końca. A tymczasem odpowiedź jest dla mnie bardzo jasna. Czy jo jest Ślonzok? Ja, nowoślonzok.

Przeczytaj także: Ligota to dzielnica przyjezdnych, Ślązacy tam nie mieszkają. Czyżby?