facebook

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Tutaj mogło się bawić tylko odpowiednie towarzystwo. Historia kultowej kawiarni z ulicy Warszawskiej.

Tutaj mogło się bawić tylko odpowiednie towarzystwo. Historia kultowej kawiarni z ulicy Warszawskiej.

Dziś do życia wraca legenda miasta - kawiarnia Krzyształowa. Tylko u nas możecie poznać jej całą historię.

Kamil Kozakowski @ 08.11.2012

Ulica, przy której mieścił się późniejszy lokal „Liberius Oto”, początkowo była drogą mysłowicką, czyli prowadzącą do Mysłowic. Następnie zwana była ulicą Friedrichstraße, Przed wejściem do lokalu stał portier w ciemno-zielonym mundurze wpuszczający do środka tylko „odpowiednie” towarzystwo, uprzednio powitawszy je grzecznym ukłonem.Piłsudskiego i wreszcie Warszawską. Kamienica, w której mieścił się lokal zbudowana została w 1859 roku przez Ignacego Grunfelda, niemieckiego Żyda dla Salomona Goldsteina, kupca i także niemieckiego Żyda. Goldstein w latach późniejszych sprzedał ów budynek cukiernikowi z Nadrenii, katolickiemu Niemcowi – Liberiusowi Otto. Nowy właściciel w 1905 roku otworzył na parterze cukiernię, znaną w okresie przedwojennym jako „Liberius Otto”. Cukiernia szczyciła się czterema salami konsumpcyjnymi, bufetem, a także salą do gry w karty. W 1929 roku budynek razem z cukiernią i prawami do nazwy firmy „Liberius Otto” wykupił Stanisław Beszczyński, polski przedsiębiorca, konsul honorowy Węgier. Otto wrócił zaś do swojego rodzinnego miasta Wiesbaden. W pamięci mieszkańców Katowic, „Kryształowa” zachowała się jako kawiarnia, choć miała ona również przy wejściu salę mającą charakter cukierni. Tam można było kupić ciastka na wynos albo na chwilę przysiąść nad kawałkiem tortu. Warto zauważyć, że w przewodniku po Katowicach z 1929 roku lokal Liberiusa Otto figurował jako cukiernia, a nie kawiarnia . Początkowo cukierniami nazywano miejsca bardziej eleganckie niż kawiarnie. W cukierniach spożywano różnego rodzaju kawę, a ich klientelę stanowiło przeważnie bogate mieszczaństwo. Kawiarnie miały zwykle skromniejszy charakter. Oprócz kawy i słodyczy można było zamówić przeważnie, również i typowe śniadanie wiedeńskie, składające się z jajka, pieczywa i kawy. Początkowo, do kawiarni wstępu nie miały kobiety, były to miejsca typowo męskie . Cukiernie natomiast odwiedzały bardzo często również i kobiety by poplotkować przy ciastku i kawie.

REKLAMA Bezpieczne pozycjonowanie stron w wyszukiwarkach!

W Liberius Otto czuć było klimat Wiednia


W lokalu, który słynął przede wszystkim ze wspaniałych wypieków cukierniczych była osobna sala, w której miały miejsca męskie rozmowy przy kartach. Do cukierni „Liberius Otto” przychodziła śmietanka towarzyska. Najwybitniejszych gości przyciągała elegancja lokalu oraz jego prestiż. Przed wejściem do lokalu stał portier w ciemno-zielonym mundurze wpuszczający do środka tylko „odpowiednie” towarzystwo, uprzednio powitawszy je grzecznym ukłonem. Jak zaznaczał dr Andrzej Różanowicz na łamach „Gazety Wyborczej”: „Wewnątrz czuć było klimat Wiednia” . Przekraczających próg gości witały stoliki z marmurowymi płytami i ażurowymi, żeliwnymi stelażami, - boazeria, w jednej sali była mahoniowa, w drugiej - orzechowa, nad głowami gości świeciły zaś jasnym światłem żyrandole z prawdziwych kryształów. Zmysł zapachu pobudzała aromatycznie pachnąca, podana w porcelanowych filiżankach kawa oraz ułożone na delikatnych talerzykach świeże ciastka i torty. Atmosferę miejsca tworzyła również muzyka, wykonywana na żywo przez pianistkę. Koło baru znajdowała się mała salka, do której wchodziło się po schodkach. Tam w kłębach dymu grywano w pokera, dyskutując przy tym o interesach i polityce. W kawiarni rozmawiano w dwóch językach: po polsku i po niemiecku.
Przed południem schodziły się mieszkające w okolicy panie, wśród których znajdowały się takie osobistości, jak na przykład małżonka dr Jana Hlonda (brata Augusta - prymasa Polski)To nie była tylko kawiarnia. Cafe Otto była wielką, doskonale zaopatrzoną fabryką cukierniczą. Pamiętam, że w latach sześćdziesiątych jako uczniowie podziwialiśmy formy do ciast. Były w kilkunastu kształtach, ze szlachetnego materiału i z wybitym podpisem: „Liberius Otto" - wspominał Ignacy Pęszor, niedawny współwłaściciel i wieloletni pracownik kawiarni. Jak na prawdziwą kawiarnię przystało, miejsce to było odwiedzane przez swoich stałych bywalców w określonych porach.

Lekarze, adwokaci, literaci...


Przed południem schodziły się mieszkające w okolicy panie, wśród których znajdowały się takie osobistości, jak na przykład małżonka dr Jana Hlonda (brata Augusta - prymasa Polski). We wczesnych porach kawiarnia stawała się również miejscem spotkań adwokatów, załatwiających tu swoje interesy i prowadzących rozmowy biznesowe. Po południu udawali się do „Liberius Otto” lekarze, tacy jak mieszkający w pobliżu dr Jan Hlond, dr Górny – laryngolog, dr Klar - okulista, Niemiec, pomagający Polakom podczas okupacji. Przy stoliku kawiarnianym często zasiadał również Stanisław Różanowicz. Urodzony w 1887 roku, w Poznaniu lekarz dentysta, działacz plebiscytowy, powstaniec śląski. Różanowicz przyjechał na Górny Śląsk w 1904 roku, po rocznym pobycie w więzieniu. Dzisiaj jego imię nosi jedna z ulic na katowickim Józefowcu .
W kawiarni uwielbiał bywać też Konstanty Wolny. Wolny był reprezentantem etnicznie śląskiej elity. Duże zdolności przyszłego marszałka spowodowały, że ojciec posłał syna do gimnazjum w Katowicach. W szkole poznał Wojciecha Korfantego. Po Powstaniach Śląskich, w których Wolny czynnie uczestniczył wybrano go w 1922 roku na Marszałka Sejmu Śląskiego.

GALERIA Wojenka katolików z ateistami... na billboardy

W kawiarni uwielbiał bywać też Konstanty Wolny.Kawiarnię odwiedzało również środowisko literackie. Podczas swojego pobytu w Katowicach, a także w czasie późniejszych wizyt na Śląsku, uwielbiała tu przesiadywać pisarka - Pola Gojawiczyńska. Pod koniec 1930 po raz pierwszy odwiedziła Śląsk. Prawie roczny pobyt był dla autorki przełomowym momentem w życiu prywatnym oraz twórczości. Jak później wspominała, na ziemi śląskiej właśnie zdobyła poczucie, że praca literacka jest jej przeznaczeniem . Gojawiczyńską najbardziej ujęły hart, energia i duma kobiet śląskich, co znalazło odzwierciedlenie na kartkach jej opowiadań w Powszednim dniu.

W okresie II RP kawiarnię odwiedzały również wyższe kadry oficerskie wojska polskiego. Oficerowie niższego stopnia na ogół wybierali raczej kawiarnię „Teatralną”. Poważni i szanowani pułkownicy, którzy nie zamierzali jednak biesiadować razem z porucznikami w kawiarni „Teatralnej” udawali się wieczorami do „Liberius Otto”, by tam z ludźmi godnymi swojej osoby, spędzić czas. W okresie okupacji w kawiarni spotykały się głównie elity niemieckie. Kierownikiem wówczas był kelner z okresu międzywojnia, miejscowy Niemiec. W czasie wojny także sprzedawano ciastka, tyle że na kartki.

GALERIA Renesansowo-barokowy przepych w centrum Katowic. Magda Gessler otworzyła nową Kryształową

Koniec wojny, nowa nazwa - Lotos


Po zakończeniu drugiej wojny światowej, ze względu na nowo panującą władzę, niemiecka nazwa Po zakończeniu drugiej wojny światowej, ze względu na nowo panującą władzę, niemiecka nazwa „Liberius Otto” musiała zostać zmieniona. Właściciel zdecydował się nadać kawiarni nazwę „Lotos"„Liberius Otto” musiała zostać zmieniona. Właściciel zdecydował się nadać kawiarni nazwę „Lotos”, która miała odwoływać się do nazwy międzywojennej. Litery zawarte w słowie „Lotos” miały symbolizować i przypominać dawną nazwę, czyli „Liberius Otto”. Po śmierci właściciela, Stanisława Beszczyńskiego w 1947 roku, kawiarnię przejęła jego żona, Aniela. Po zakończeniu drugiej wojny światowej miejsce nie utraciło swojego elitarnego klimatu, który panował nadal, tym razem jednak wewnątrz kawiarni „Lotos”. Jak opowiadał Paweł Ostrowski w wywiadzie dla dziennika „Wieczór”, już kilkadziesiąt metrów wcześniej na ulicy można było poczuć przyjemny zapach parzonej kawy. Krótko czas przed otwarciem lokalu odbywało się tak zwane „wykadzanie”. Polegało ono na tym, że kelner obchodził wszystkie pomieszczenia z rozżarzoną kawą w ręku. W sali głównej obowiązywał całkowity zakaz palenia, tak aby nieprzyjemny zapach tytoniu nie opanował kawiarni. Palacze mogli oczywiście palić, jednak w specjalnie wydzielonej ku temu sali. W „Lotosie” spotykała się nadal cała śmietanka towarzyska powojennych Katowic i wciąż przybywali tam kupcy i handlowcy z różnych krajów. Kelnerzy obowiązkowo musieli znać języki obce. W kawiarni bez problemu można było składać zamówienia po angielsku, niemiecku, francusku i włosku. Kelnerzy podawali gościom kawę, herbatę, wino, piwo i różnego rodzaju ciasta. Wszystko przygotowane i udekorowane w odpowiedni sposób. Wśród ciast znaleźć można było takie przysmaki jak torty Sachera, sękacze czy drożdżowe babki warszawskie. Właściciele, czyli Beszczyński, a później jego żona dbali o to, by surowce były najwyższej jakości. Wszystko smażono i pieczono na klarowanym maśle sprowadzanym specjalnie z województwa poznańskiego. Każdy pączek i każde ciastko, tego samego typu musiało wyglądać identycznie, jak dwie krople wody. Tak zwane „resztówki”, czy nieudane wypieki pracownicy rozdawali za darmo ubogim.

Kryształy zastępuje szkło


Władze niezadowolone z prywatnej własności „Lotosu” skutecznie zmusiły właścicielkę podatkami do kapitulacji. Ostatecznie jednak budynek oraz kawiarnię przejęło miasto, zmieniając jednocześnie nazwę lokalu na „Kryształowa”. Wraz ze starą nazwą zniknął również elegancki i gustowny wystrój. Władze uznając, że kryształy i marmur przydadzą się bardziej do ich prywatnych celów, postanowiły odmienić wystrój kawiarni na znacznie bardziej proletariacki. Po zmianie właściciela kryształy zostały zastąpione przez szkło, a marmur zamieniono na zwyczajne drewno. Kierownikiem produkcji został wówczas Paweł Ostrowski, pracujący w kawiarni jeszcze za czasów Beszczyńskiego. Przejęta przez miasto kawiarnia stawała się własnością kolejnych przedsiębiorstw, takich jak bary mleczne, „Delicje”, czy zakłady piekarnicze, ostatecznie przechodząc pod zarząd „Społem”. „W najlepszym okresie pracowało tu 130 osób. Z naszych dochodów utrzymywano pozostałe katowickie kawiarnie” - wspominał w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” Ignacy Pęszor.

Przeczytaj także: Kto i za ile przebuduje rynek w Katowicach? Polacy do spółki z Hiszpanami czy Meksykanie?

Po przejęciu kawiarni przez państwowe zakłady PSS „Społem” poza eleganckim i szykownym wyglądem, lokal stracił również możliwość podawania gościom swoich najznakomitszych specjałów Królowało cuchnące towarzystwo, kopcące klubowe, pociągające piwko wzmacniane podejrzanym alkoholem, po sali krążyły bandyckie, nieogolone i niedomyte mordy, rozglądające się za potencjalnymi ofiaramicukierniczych. Brakowało rodzynków, migdałów, żelatyny, skórek pomarańczy, wanilii oraz innych „egzotycznych” ówcześnie składników. Dodatkowym utrudnieniem była nierytmiczność dostaw, więc aby kawiarnia ostatecznie nie utraciła swojej dobrej marki, usunięto z menu ciasta wymagające drogich surowców. Jako iż ówczesna władza nie tolerowała przedwojennych elit i wyższych sfer lokal musiał stracić swoją dawną renomę. „Kryształowa” z ekskluzywnej cukierni stała się ogólnodostępną ciastkarnią i kawiarnią. Pamiętający jeszcze najlepsze czasy personel starał się utrzymać jak najwyższy poziom sprzedawanych wyrobów. Załoga „Kryształowej” dbała o to, by wewnątrz i na ulicy przed kawiarnią zawsze panował porządek i czuć było aromat kawy. Ciasta, które wypadły z oferty zastąpiono nowymi, nie wymagającymi aż tylu kosztownych składników. W menu pojawiły się więc takie nowości jak chociażby miodownik, deser ananasowy, popularny „smakołyk”, ptysie z bitą śmietaną, torty smakowe czy sernik duński, rozpoczęto także produkcję i sprzedaż sławnych na całym Śląsku lodów cassate. Nie zrezygnowano jednak z muzyki na żywo. Do kawiarni mógł teraz wejść każdy, jednak nie zniechęciło to powojennej śląskiej, bądź przebywającej tymczasowo na Śląsku elity do spotykania się w „Kryształowej”. Lokal stawał się dla ludzi kultury miejscem ucieczki przed szarą i marną codziennością PRL-u. W powojennych Katowicach, w centrum i okolicach zaczęło pojawiać się coraz więcej knajp, zwanych wówczas popularnie „mordowniami”. Były to miejsca dla ludzi o niewybrednych gustach, którym do szczęścia wystarczyło, by w menu takiego lokalu znalazła się wódka i ogórki kiszone. Miejsca takie najczęściej lokowane były w pobliżu dworca PKP, dworca PKS i dużych zakładów pracy. Niepokojące kulturalnych i wykształconych mieszkańców „mordownie” były propagowane przez ówczesne władze nie tylko, by zadowolić niewymagającą klientelę. Knajpy te zaczęły bardzo szybko i skutecznie wypierać cieszący się popularnością na Górnym Śląsku zwyczaj picia piwa. Zwyczaj ten wydawał się bowiem przyjezdnym politykom zbyt niemiecki. Piwo skutecznie starano się zastępować wśród mieszkających na Śląsku rodzin, typowo „polską” i „tradycyjną” wódką, co prowadziło do szybkiego rozprzestrzeniania się w Katowicach pijaństwa i patologii.

Ucieczka od chamstwa i absurdu


Kawiarnia „Kryształowa” stawała się więc dla inteligencji i ludzi kultury jednym z nielicznych miejsc ucieczki od chamstwa i absurdu. Stałym bywalcem kawiarni „Kryształowa” był także urodzony w Szopienicach, popularny śląski reżyser, senator, a obecnie także poseł - Kazimierz Kutz. Kutz wspominał „Kryształową” jako miejsce, gdzie można poczuć się jak w Krakowie: Kryształowa to jeden z nielicznych lokali w Katowicach, gdzie czuję się jak w Krakowie. To miejsce kulturalne, z oryginalnym wystrojem, gdzie można zjeść śniadanie, przeczytać gazetę i spotkać ciekawych ludzi. I co najważniejsze, kawiarnię otwierają wcześnie rano .
Poza elitą intelektualną w „Kryształowej” przesiadywali często także krążący zawsze w okolicach centrum tzw. „waluciarze” – ludzie niewątpliwie nie będący elitą, ale majętni i mogący pozwolić sobie na stałe bywanie w lokalach. Ludzie ci w pewien sposób przyczynili się do zmiany charakteru tego miejsca. Obecność tego rodzaju gości potwierdza artykuł, jaki ukazał się w „Dzienniku Zachodnim” w grudniu 1957 roku: W godzinach przedpołudniowych, gdy wszyscy normalni ludzie pracowali w swych zakładach pracy, przy kawiarnianych stolikach swe brudne interesy przeprowadzali waluciarze. Milicjanci zatrzymali 11 osobników, przy których znaleziono: 138 dolarów, 12 funtów angielskich, 17 kg srebra w monetach i sztabkach oraz 150 tys. złotych polskich. Personel kawiarni Kryształowa wyraził milicjantom uznanie za uwolnienie od towarzystwa podejrzanych gości .

Przeczytaj także: Kuchnia śląska Magdy Gessler to jakaś kpina!

Rozmemłane fusy z ogryzionych szkłanek


Po przemianach ustrojowych, w 1989 roku kawiarnię wykupiła Ewa Rybarek, współwłaścicielem został natomiast zasłużony dla kawiarni pracownik – Ignacy Pęszor. Od tego czasu, mimo starań Władze niezadowolone z prywatnej własności „Lotosu” skutecznie zmusiły właścicielkę podatkami do kapitulacji. Ostatecznie jednak budynek oraz kawiarnię przejęło miasto, zmieniając jednocześnie nazwę lokalu na „Kryształowa”.personelu, mit elitarnej kawiarni zaczął zanikać, w oczach opinii publicznej miejsce to coraz częściej stawało się reliktem socjalistycznej przeszłości, dobrym tylko dla emerytów. Początkowo udawało się właścicielom utrzymywać dobre imię lokalu, jednak z biegiem lat kawiarnia z elitarnej stawała się miejscem tylko dla pamiętających jeszcze lata świetności, przyzwyczajonych do „Kryształowej” klientów. Wraz z upadkiem wizerunku lokalu, upadał także poziom odwiedzających kawiarnię gości, co zniechęcało i przerażało nawet wiernych kawiarni stałych bywalców - Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu Kryształowa była... czynna. Na tym pustkowiu lśniła jak oaza szczęśliwości, więc z nadzieją usiedliśmy przy stoliku. Już po kilku minutach czar prysł, gdy z rosnącą rozpaczą rozejrzałem się po sali. Wspaniała niegdyś kawiarnia, miejsce spotkań miejskiej elity, zamieniła się w bar piwny dla okolicznych lumpów i dresiarzy, handlarzy „towaru" i tajemniczych śniadych postaci, bynajmniej nie będących rozkosznymi muzykami z zespołu Roma. Królowało cuchnące towarzystwo, kopcące klubowe, pociągające piwko wzmacniane podejrzanym alkoholem, po sali krążyły bandyckie, nieogolone i niedomyte mordy, rozglądające się za potencjalnymi ofiarami. W kątach lękliwie siedzą ostatnie niedobitki emerytek, popijających tak zwaną „kawę po turecku", czyli rozmemłane fusy z ogryzionych szklanek, i nerwowo przygarniających torebki za każdym przejściem ponurego menela z wymiętą reklamówką. Ze szklanej lady chłodniczej w stylu późnego GS-u smutnie spoglądają dwa ostatnie zwiędłe torciki cytrynowe, pamiętające chyba czasy świetności tego lokalu . - słowa te pochodzą z 2002 roku, siedem lat później kawiarnia „Kryształowa” przestała istnieć. Właściciele nie byli w stanie bowiem utrzymać lokalu po podniesieniu czynszu na wynajem, który z siedmiu tysięcy złotych miesięcznie miał zostać powiększony prawie trzykrotnie, aż do dwudziestu tysięcy złotych. „Tu były ceny na naszą kieszeń. Gdzie indziej nie pójdziemy, bo nas nie stać. To miejsce zresztą to kawał historii tego miasta. Nie rozumiemy, dlaczego zostało zamknięte” , żalili się po zamknięciu kawiarni stali klienci.

Trudne dzieje Kryształowej


Los takich miejsc jak kawiarnia „Kryształowa” w Polsce jest bardzo trudny. W czasie PRL-u kawiarnia kojarzyła się z niemieckością (przez nazwę „Liberius Otto” bądź sanacyjną władzą II RP (przez nazwę „Kryształowa”) i jej cała legenda wytworzona w przeszłości była zwalczana przed władze komunistyczne. Po roku 1989 „Kryształowa” była natomiast tak mocno utożsamiona z czasami socjalistycznymi, że legenda elitarnego miejsca tych czasów odbierana zaczynała być negatywnie w świadomości nowych władz i ludzi współczesnych. Niestety los kawiarni był taki, że w każdym, nowym okresie politycznym kojarzona była ona z poprzednim, uważanym za hańbiący i usilnie zwalczanym.

Przeczytaj także: Czy Strefa Kultury będzie nową Aleją Armii Czerwonej?

Od autora: Większość informacji o historii tego lokalu podchodzi z rozmów z moim dziadkiem Pawłem Ostrowskim, pracownikiem kawiarni w latach 1929 – 1988. W tym lokalu pracował on kolejno na stanowiskach: ucznia, cukiernika i kierownika produkcji. Podczas pisania mojej pracy licencjackiej na temat charakterystyki śląskich elit od okresu II RP do czasów współczesnych, przeprowadziłem również dnia 03.02.2011 rozmowę ze Świętej Pamięci dr Andrzejem Różanowiczem, mieszkającym nad kawiarnią od lat przedwojennych, od którego dowiedziałem się również wielu wartościowych informacji na temat kawiarni.