facebook

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Górny Śląsk w gronie silnych regionów Europy

Górny Śląsk w gronie silnych regionów Europy

Kilkudniowa wizyta w autonomicznym regionie Południowego Tyrolu oraz dziesiątki dyskusji m.in. z Katalończykami, Flamandami i Walijczykami o współczesnej roli regionów w Unii Europejskiej skłoniły mnie do podzielenia się kilkoma spostrzeżeniami o tym, w jakim miejscu na regionalistycznej mapie Europy jest Górny Śląsk.

Michał Kieś

Michał Kieś

Przedsiębiorca, publicysta miesięcznika "Nowa Gazeta Śląska", były przewodniczący katowickich struktur Ruchu Autonomii Śląska, obecnie członek zarzadu. Od marca ubiegłego roku członek Rady Społecznej Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach, współinicjator powstania Zespołu doradczego ds. Polityki Rowerowej przy UM w Katowicach.

W miniony weekend (12-14 kwietnia) jako delegat Ruchu Autonomii Śląska brałem udział w Walnym Zgromadzeniu Wolnego Sojuszu Europejskiego (European Free Alliance, EFA), które miało miejsce w Meranie, w Południowym Tyrolu. EFA to europejska partia polityczna dysponująca w skali całej Unii Europejskiej siłą ponad 150 parlamentarzystów i radnych. Charakterystyczne dla EFA jest to, że Podczas gdy w Polsce debata publiczna koncentruje się na katastrofie w ruchu lotniczym (nazywanej przez co poniektórych zamachem), tożsamości płciowej pewnej posłanki, w innych miejscach Europy trwa zgoła odmienna debataskupia 37 proeuropejskich małych, średnich i dużych partii politycznych, reprezentujących całe spektrum poglądów, od progresywnych (np. katalońskie ERC) po konserwatywne (np. flamandzkie N-VA), skupiając się nie na różnicach lecz na tym, co wspólne- idei Unii Europejskiej odnoszącej się z poszanowaniem do lokalnych społeczności i kultur, przeciwstawiając zasadę dewolucji (decentralizacji) władzy centralistycznym zapędom rządów państw narodowych.

REKLAMA Bezpieczne pozycjonowanie stron w wyszukiwarkach!

Walne zgromadzenie to oczywiście godziny spędzone na debatach i głosowaniach. Nie to jednak stanowi istotę tego wydarzenia. To przede wszystkim okazja do nieformalnych dyskusji na temat doświadczeń i problemów z jakimi borykają się ludzie działający w organizacjach podobnych do RAŚ, funkcjonujących w innych częściach Europy - w Katalonii, Flandrii, Południowym Tyrolu, Wenecji, Walii, Bretanii itd...

Dla mnie, Górnoślązaka, te rozmowy są bezcenne, stanowią bowiem żywy dowód na to, że regionalizm, polityczna idea wspólnej Europy skomponowanej z samorządnych regionów, jest żywa i ma się coraz lepiej, o czym świadczą z roku na rok lepsze wyniki wyborcze organizacji członkowskich EFA. Z tych rozmów, prowadzonych nieraz do późnych godzin nocnych, przebija się fantastyczny przekaz - nić porozumienia pomiędzy ludźmi z odległych geograficznie regionów, którzy z pozoru różni, mówiący Dzięki autonomicznemu statusowi Południowego Tyrolu 90% wszystkich podatków pozostaje w ich regionieróżnymi językami i żyjący w zróżnicowanych kulturach, hołdują w istocie tym samym wartościom- solidaryzmowi, wspólnej Europie w rozumieniu przestrzeni politycznej i gospodarczej, która stoi wobec globalnych wyzwań i tylko zjednoczona jest im w stanie sprostać. To jednocześnie przykra w istocie konstatacja, że o samorządności, wizji roli regionów w Europie i samej Unii Europejskiej o tyleż łatwiej jest mi się porozumieć z mieszkańcem odległej krainy niż z członkiem koła Gazety Polskiej czy PiS z sąsiedniej ulicy. Podczas gdy w Polsce debata publiczna koncentruje się na katastrofie w ruchu lotniczym (nazywanej przez co poniektórych zamachem), tożsamości płciowej pewnej posłanki, w innych miejscach Europy trwa zgoła odmienna debata. W Hiszpanii od miesięcy trwa gorąca dyskusja o chybionych inwestycjach centralnych jak np. nadmiernie rozbudowana za europejskie dotacje kolej wysokich prędkości, która nie jest w stanie się samodzielnie finansować i wymaga subsydiowania. W Szkocji trwa debata przed przyszłorocznym referendum w sprawie niepodległości, która w naszym kraju jest relacjonowana w sposób całkowicie karykaturalny. A szkoda, bo byłaby to dla nas wspaniała lekcja tego, jak dyskutować o stosunku obywatela do państwa, jak istotne są zdrowe relacje pomiędzy politycznym centrum, a prowincją. W Bretanii mieszkańcy cieszą się z odradzającego się języka bretońskiego, który niemal znikł z kulturowej mapy Francji, uznany niegdyś przez polityczne elity za język prostego ludu, niegodny nauczania w szkołach. Tyrolczycy z Południowego Tyrolu cieszą się znakomitą sytuacją gospodarczą swojego heimatu. Do codziennej pracy motywuje ich fakt, że dzięki autonomicznemu statusowi Południowego Tyrolu 90% wszystkich Żyję nadzieją, że hasło Unii Europejskiej „Unity in diversity” zastąpi nieformalną zasadę przyświecającą większości polskich środowisk politycznych, którą określiłbym jako „jedność w jednolitości”podatków pozostaje w ich regionie. Jednocześnie skarżą się, że 10% ich podatków jest marnowane na polityczne i obyczajowe skandale rzymskiego rządu, który na dodatek wytwarza na nich, jako mniejszości kulturowej, silną presję.

Przeczytaj także: Ziemkiewicz o RAŚ: Separatyści i hakenkrojce

Słuchałem tych relacji z nieskrywaną zazdrością. Podczas gdy w Polsce lansowany przez niektóre tygodniki „autorytet” pokroju prof. Marka określa Ślązaków mianem pijaków z Katowic, a największa opozycyjna partia ma nas za zakamuflowaną opcją niemiecką, w innych regionach Europy obywateli traktuje się poważnie, a publiczna debata nie prowadzi na manowce i dotyka istotnych dla nich kwestii w znacznie większym stopniu (bo oczywiście brukowce żyjące z kreowania konfliktów i skandali są wszędzie). Tak więc na Górny Śląsk wróciłem pokrzepiony, bo kraje Europy Zachodniej zawsze tworzyły trendy, które do Polski trafiają zwykle ze znacznym opóźnieniem. Żyję więc nadzieją, że hasło Unii Europejskiej „Unity in diversity” (jedność w różnorodności) wkrótce zastąpi nieformalną zasadę przyświecającą większości polskich środowisk politycznych, którą określiłbym jako „jedność w jednolitości”. Wówczas będzie miejsce nie tylko na poważną i pozbawioną wyzwisk debatę o śląskim języku regionalnym. Być może w końcu doczekamy się poważnej dyskusji o prawdziwej samorządności opierającej się nie na okruchach z pańskiego stołu w postaci subwencji i dotacji, ale Skarbie Śląskim, który (jak w międzywojniu) będzie zbierał nasze podatki i rozliczał się z politycznym centrum chociażby na takich zasadach jak Południowy Tyrol - 90% zostaje w regionie, 10% oddajemy na wspólne sprawy. Wówczas z całą pewnością poczujemy, że nas los jest w naszych rękach i nie zależy on od odległych kłótni o płeć Grodzkiej.

Zdjęcia: Egon ZEMMER, więcej: Przeczytaj także: Debata o wystawie w Muzeum Śląskim, czyli nacjonalizatorzy w natarciu