facebook

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Facebook nie dla idiotów. Czyżby?

Facebook nie dla idiotów. Czyżby?

MB/JT @ 20.11.2012

Fanpage, żeby żyć musi mieć fanów. Ta „pradawna” zasada pojawiła się wraz z powstaniem Facebooka. Niektóre społeczności, grupy czy fanpage założone na najpopularniejszym na świecie portalu społecznościowym stosują dość kontrowersyjne chwyty, żeby zdobyć tak zwane „lajki”. Wszystko po to, by powiększyć grono użytkowników i podnieść liczbę osób korzystających ze strony. Czego dopuszczają się fanowskie strony? Wykorzystują naiwności internautów...

REKLAMA Bezpieczne pozycjonowanie stron w wyszukiwarkach!

To niewiarygodne, że ponad 2,5 tys. osób polubiło fanpage o nazwie “Pierwsze 5000 Osób Wygrywa Samsunga Galaxy S III”. Naiwni internauci klikali na potęgę, wierząc w to, że pewnego dnia do ich drzwi zapuka kurier, dzierżąc w ręku, niczym Statua Wolności pochodnię, paczkę z nowiutkim smartphonem. Założę się, że Wasi znajomi dali się nabrać. Być może nawet wy sami.

Takich fanpage’y na Facebooku jest pełno. To tak zawane “farmy fanów”. Będą powstawać kolejne, dopóki wciąż znajdą się tacy, którzy będą w stanie uwierzyć, że anonimowy moderator wszystkim im przekaże iPada, iPhone’a czy inny gadżet z najwyższej półki.

GALERIA Podziemny dworzec autobusowy w Katowicach [Galeria zdjęć]

Inni bazują na współczuciu i proszeniu o pomoc. Na fanpage`u o nazwie „I love Allah. I`m nothing without You. Please help me in my life” moderator udostępnił zdjęcie ciężko chorego dziecka i prosił o komentarze, udostępnienia i „polubienie zdjęcia”. Pod zdjęciem umieszczono treść, z której wynikało, że za każde kliknięcie "Lubię to!" tajemniczy "sponsor" zapłaci kwotę 1 dolara, za komentarz - 2 dolary, za udostępnienie aż 3 dolary. Jak widać ogromna liczba ludzi dała się na taki fortel nabrać.

W ciągu tygodnia od udostępnienia zdjęcia, publikację polubiło ponad 689 tysięcy osób, zdjęcie zostało udostępnione ponad 83 tysiące razy, a liczba komentarzy wzrosła aż do 98 tysięcy. Przy tego typu akcjach pojawia się komunikat, że rodziny dziecka nie stać na operację dla niego, ale każdy kto udostępni informacje czy wyśle e-mail zasili konto dziecka. - Jest to nieprawda, gdyż nie ma sposobu na sprawdzenie, ilu osobom dany adresat wysłał wiadomość, poza tym, kto miałby płacić za wysyłanie e-maila? - pisze w swojej książce Piotr Michalak.

Przeczytaj także: Katowickim dworcem chwali się premier. Internauci kpią.

Coraz więcej serwisów, jak Torebunia.pl i PLCM.pl korzysta z opcji „Udostepnij”, aby zwiększyć statystyki. Serwisy te na Facebooku działają jako aplikacja. PLCM reklamuje się jako „najlepsza stronka z obrazkami w Internecie”. Jednak, aby zobaczyć jakikolwiek obrazek najpierw trzeba zaakceptować żądania aplikacji, tak więc PLCM zastrzega sobie, że otrzyma podstawowe dane z profilu użytkownika oraz jego adres e-mail. Poza tym aplikacja żąda zgody na publikowanie treści w imieniu użytkownika Facebooka. Warto jednak pamiętać, że Internet to miecz obosieczny, dlatego też na Facebooku powstała całkiem odrębna grupa, która zrzesza przeciwników PLCM, gdzie internauci walczą z „niechcianym, spamującym fanpage`em”.

Jeśli chcemy pomóc chorym dzieciom, możemy to zrobić w równie prosty sposób jak kliknięcie "lubię to". Wystarczy przekazać choćby 1% podatku na fundacje charytatywne i mamy pewność, że te realne pieniądze trafią do potrzebujących. Nie ma się co łudzić się, razem z 500 innymi osobami, że dostaniemy z nieba prezent, św. Mikołaj nie istnieje.

Przeczytaj także: Najstarsze amerykańskie pismo o modzie wchodzi na polski rynek. Magazyn tylko dla elit

(Foto: Robert Scoble, CC BY 2.0)