facebook

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Dorosłe dzieci na garnuszku rodziców, czy może dziecinni „dorośli”?

Dorosłe dzieci na garnuszku rodziców, czy może dziecinni „dorośli”?

Wciąż i bez przerwy na społecznym forum przewija się jeden i ten sam temat – dorośli Polacy uczepieni maminej spódnicy boją się odpowiedzialności i usamodzielnienia. Czy aby na pewno?

MB @ 17.01.2013

Dość już mam wiecznej paplaniny na temat tego, jacy to młodzi Polacy są beznadziejni. Kiedyś śmialiśmy się z Włochów, że są maminsynkami i nie wyprowadzają się od swoich mamusiek, bo tak im wygodniej. Pewnie tak jest do dziś – cóż taki naród i o ile nikt TAM nie ma z tym problemu, to tym bardziej nie powinniśmy my mieć. Co jest jednak bardziej irytujące? Na każdym niemal kroku usłyszeć można podobne zdanie: „Młodzi Polacy z powodzeniem dorównują Włochom, są 30 letnimi dzieciakami”.

REKLAMA Wirtualizacja IT z SANSEC Poland!

Ostatnio pokazały się wyniki badań Eurostatu, z których wynika, że ponad 44 proc. ludzi w wieku od 25 do 34 lat żyje na garnuszku rodziców. Po takim komunikacie większość z nas popada w puste frazesy i jednym tchem, potakując z niedowierzania głową wymienia: „No tak domowe obiadki, brak rachunków do zapłacenia, bezinteresowna pomoc”. Wszyscy oburzeni, wszyscy zaskoczeni, wszyscy zniesmaczeni, że w w Polsce rośnie nam pokolenie "dorosłych bobasów", którzy nie chcą wyfrunąć z rodzinnego, cieplutkiego gniazdka – pokoiku, zaraz przy boku zawsze ratujących z opresji rodziców. Dlaczego tak się dzieje? Nie, odpowiedź nie brzmi tu następująco „bo tak wygodniej”. Trzeba się najpierw zastanowić, co sprawia, że młodzi ludzie zostają w swoich rodzinnych domach i czy faktycznie jest to przysłowiowe „samo zło”.

Po pierwsze nie wykluczam, że w Polsce znajdą się tacy, którym wygodnie, ale jeśli rozejrzeć się wkoło to nagle okazuje się, że w rodzinnych domach mieszkają i ci pracujący, ambitni, chcący coś osiągnąć. Dlaczego wyprowadzka z domu stałą się wyznacznikiem sukcesu? Po pierwsze, nie każdy po studiach dostaje doskonale płatną pracę, większość raczej tyra za 1500 na śmieciowej umowie, w związku z tym nigdy nie ma pewności czy z dnia na dzień nie zostanie na lodzie. Jak w takiej sytuacji wziąć kredyt? Wynająć mieszkanie? Pewnie, że niektórzy sobie radzą, płacą za mieszkanie 1000, 1000 mają na życie i dają radę, tylko jaki jest sens wydawania połowy swojej i tak marnej wypłaty na wynajem, podczas kiedy masz dom w tym samym mieście, trzy ulice dalej? Zresztą nikt nie zabrania płacić rachunków mieszkając z rodzicami, podobnie jak robić sobie samemu prania czy śniadania do pracy. Nie zamierzam bronić czy wstawiać się ani za pierwszymi, ani za drugimi. Każda grupa ma swoje racje.

GALERIA Wojenka katolików z ateistami... na billboardy

Chcę jednak zwrócić uwagę na jeden fakt. Najgłośniej szczekają Ci, którzy powinni mieć w tej kwestii najmniej do powiedzenia. Przykład z życia. Chłopak dziwi się kumplowi, że zamiast się wyprowadzić od rodziców, woli z wypłaty odkładać, bo chce sobie opłacić kurs prawa jazdy. Oczywiście pierwszy z panów, student niepracujący, już z rodzicami nie mieszka. Szczyci się tym, że ma własne mieszkanko, szkoda tylko, że płacą za nie wciąż jego rodzice, a na obiady jeździ do mamusi. Który zatem jest dzieckiem? Nie każdemu rodzice są w stanie kupić mieszkanie, opłacić wynajem, czy zasponsorować życie, a niestety taka sytuacja to nie wyjątek.

Nie sztuką jest wyprowadzka nie na swój rachunek, która ma być kaprysem „dorosłego dziecka”, żądającego swojego kąta po to, aby nie musieć tłumaczyć się rodzicom ze swojej tak zwanej samodzielności. Sztuką jest wyprowadzenie się z domu na własny koszt i na własnych warunkach. I nie z powodu zachcianki, ale z powodu realnej chęci usamodzielnienia. Zatem nie każdy, kto decyduje się zostać w domu czy do niego wrócić jest nieudacznikiem i z pewnością wielu z was nie muszę o tym przekonywać.

Przeczytaj także: Smutno mi, że jestem patriotą

(Foto: samsaunders, CC BY-SA 2.0)