facebook

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Daisy von Pless – śląska Sisi

Daisy von Pless – śląska Sisi

Angielka, arystokratka, reformatorka społeczna, sławna piękność, która przybyła na Śląsk za mężem. Kilkadziesiąt lat po swojej śmierci nie przestaje fascynować historyków, hobbystów, a także autorkę piszącą te słowa.

Magdalena Niewiadomska

Magdalena Niewiadomska

Filolog, specjalistka informacji naukowej, tłumaczka języka angielskiego. Pracownik Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. Żona Ślązaka. Pochodzi z Małopolski, osiadła na Śląsku i fascynuje się tematami zeń związanymi. Działa w stowarzyszeniach. Prowadzi blog Odkrywając Śląsk: www.odkrywajacslask.wordpress.com.

Rody królewskie mogą fascynować. Niektóre księżne stają się postaciami do tego stopnia otoczonymi aurą bajkowości, że czasem trudno uświadomić sobie, iż były ludźmi z krwi i kości, mającymi swoje problemy, często ciężko pracującymi wśród chorych, w czasie epidemii, w szpitalach polowych na wojnie, czy w innych całkiem ziemskich i prozaicznych sytuacjach. Dziś zajmiemy się historią księżnej, która mieszkała na Śląsku.

REKLAMA Bezpieczne pozycjonowanie stron w wyszukiwarkach!

Daisy von Pless. Od lat kojarzy mi się z austriacką księżną Elżbietą, zwaną Sisi. Elżbieta stała się ikoną Austrii, otoczoną aurą legendy i wręcz fantastycznej niesamowitości, mimo że z historii wiadomo o niej całkiem wiele; ba, powstały o niej spore objętościowo książki. Nie lubię porównań tego typu – że jakieś miejsce tutaj jest takim polskim, śląskim, małopolskim (i tak dalej) czymś, to samo dotyczy osób. To porównanie jednak nasuwa się samo od lat.

Podczas gdy w kwietniu 2012 roku tłumy emocjonują się ślubem w Opactwie Westminsterskim #Daisy von Pless w sukni ślubnej i koronie, którą otrzymała w prezencie ślubnym od swojego teściaksiężnej Kate, a przed laty - księżnej Diany, warto przypomnieć sobie, że Śląsk ma swoją własną księżną, która także poślubiła swojego wybranka w tym znakomitym miejscu. Właśnie Daisy von Pless, porównaną, ze względu na swoją działanosć społeczną, na łamach „Dziennika Zachodniego” z 29 lipca 2011 r. do księżnej Diany. Daisy żyła w epoce edwardiańskiej, i jak w „DZ” pisze Justyna Przybytek „Już w tamtych czasach wyrastała ponad przeciętność. Piękna, postawna, wywodząca się z dobrego angielskiego domu, ze smukłą kibicią, uwielbiająca modę i dobrą zabawę, a przy tym wrażliwa na krzywdę innych. Bez przesady można ją okrzyknąć XIX-wiecznym odpowiednikiem księżnej Diany.”
Maria Teresa Oliwia Hochberg von Pless, zwana zdrobniale Daisy, zanim wyszła za mąż za księcia pszczyńskiego Hansa Heinricha XV Hochberga, nazywała się Mary Teresa Oliwia Cornwallis-West i była ozdobą angielskiego dworu.

GALERIA Podziemny dworzec autobusowy w Katowicach [Galeria zdjęć]

Daisy urodziła się 28 czerwca 1873 roku w rodzinie równie silnie skoligaconej z arystokracją brytyjską, co biednej. Szczęśliwe dzieciństwo spędziła w zamku Ruthin w północnej Walii i w dworku Newlands. Rodzina Daisy była Daisy von Pless uchodziła za jedną z najpiękniejszych kobiet swojej epoki. Była adorowana, interesowała się modą, potrafiła korzystać z życia. Daleko jej było jednak do zapatrzenia w siebie. Twierdziła, że gdyby nie gorset i odrobina zabiegów poprawiających urodę, nie wiadomo czy byłaby taka znów zachwycającablisko związana z dworem króla Edwarda VII i Jerzego V, jej brat Jerzy był ojczymem Winstona Churchilla. Ze względu jednak na skromny stan posiadania, głównym zmartwieniem jej matki uważanej za skandalistkę (miała np. zwyczaj zjeżdżania ze schodów na srebrnej tacy, co bardzo podobało się dzieciom), było jak najlepsze wydanie jej za mąż. Bogaty kandydat do ręki Daisy pojawił się w 1890 r. Osiemnastoletniej, powoli uznawanej za starą pannę dziewczynie szybko udało się okręcić poważnego Hansa Heinricha wokół palca. Choć trzeba przyznać, że ona nie zapałała do niego miłością od pierwszego wejrzenia. Przed ślubem nie kochała męża, o czym zresztą sama mu powiedziała, na co on odparł, że nie szkodzi… Była jednak dla niego pełna podziwu, że zdecydował się sprzeciwić zwyczajom swojego kraju i swojej epoki i poślubić pannę, jak na swoją pozycję, niezwykle ubogą.

Pod koniec 1891 roku była już księżną von Pless. Królowa Wiktoria udzieliła młodym swojego błogosławieństwa, a wśród świadków był m.in. książę Walii, przyszły król Edward VII. Za huczne wesele i ślub w Opactwie Westminsterskim w Londynie zapłacił jej teść, Jan Henryk XI. Ojciec jej męża był zresztą jej bratnią duszą w rodzinie Hochbergów. Prof. Irma Kozina uważa, że Daisy bardziej go kochała niż swojego męża.

GALERIA Miejsca, w których żyła Daisy von Pless

Młoda para dostała w użytkowanie potężny zamek w Książu. Pierwsze lata małżeństwa upłynęły im na wojażach po Europie, balach, polowaniach, ucztach, na których gościła śmietanka arystokracji niemieckiej i angielskiej. Hrabia Hochberg spełniał wszystkie zachcianki młodej żony. Daisy podróżowała po całym świecie, strzelała do lwów w Afryce i błyszczała na najdostojniejszych salonach Paryża, jeździła konno i grała w ruletkę. Trudno było zatrzymać ją w miejscu. Zamknięta w czterech ścianach pałaców czuła się jak w więzieniu.

Guwernantka naciągała jej uszy, uznane za zbyt małe, i ustawicznie szczypała zadarty nieco nos, by nadać mu orli kształt. Udało się. Daisy nie tylko nie zwariowała od tych zabiegów, ale na przełomie XIX i XX wieku zgodnie uznawana była za piękność. Daisy nawet w swojej epoce zadziwiała obwodem talii. Na zamku w Pszczynie można zobaczyć jej prywatne rzeczy, m. in. wysadzany turkusami pasek, który zaskakuje zwiedzających małym rozmiarem.Księżna starała się przełamać surowe niemieckie zwyczaje, nieraz zdarzało się jej wywołać skandal, gdy chociażby śpiewała przed publicznością lub ubierała się zbyt oryginalnie (np. w worek na pasze dla koni).

GALERIA Dziadek z Wehrmachtu nie był zdrajcą Polski. To prosty fakt historyczny

Daisy urodziła czwórkę dzieci: córkę (zmarła po urodzeniu), oraz synów Jana Henryka XVII, Aleksandra i Konrada (zwanego Bolkiem).

Zamek w Książu nie przypadł jej do gustu. Bardziej lubiła mniejszy pałac w Pszczynie, choć nie mogła zrozumieć, że nie było tam ani jednej łazienki. Natychmiast po przyjeździe do Pszczyny kazała wybudować łazienkę. Ponadto pierwsze jej odczucia względem pałacu były dość ambiwalentne.
Pokochała za to mały zameczek myśliwski w Promnicach, który przypominał jej zamki angielskie. Miała w nim swój ulubiony pokój.

Przeczytaj także: Nie żyje Michał Smolorz. Śląsk stracił wielkiego człowieka

Jej złoty okres zakończył się wraz z wybuchem I wojny światowej. W czasie wojny pomagała rannym żołnierzom, angażowała się w działalność charytatywną. Pomagała żołnierzom niezależnie po której stronie walczyli. Fakt ten, jak i jej angielskie pochodzenie sprawiły, że próbowano zakazać jej działalności charytatywnej, i na pewien czas musiała odsunąć się z frontu na zamek w Książu.
W 1922 roku spotkał ją kolejny cios – jej mąż zażądał rozwodu i wkrótce ponownie ożenił się ze znacznie młodszą od siebie hiszpańską arystokratką Klotyldą Silva y Candanamo. Druga żona księcia wdała się rychło w romans z jego własnym synem! Skandalem żyła cała Europa. Co więcej, hiszpańska arystokratka nie tylko swego męża zdradziła z jego synem – Konradem, ale później za niego wyszła.
Daisy w okresie międzywojennym mieszkała w Monachium i na Lazurowym Wybrzeżu. W kwietniu 1935 r. powróciła do Książa, ale zamieszkała w jednym skrzydle budynku bramnego, bo zamek w okresie zimowym nie był ogrzewany, a większość osobistych przedmiotów z zamku była już wyprzedana. Po śmierci Hansa Heinricha XV była jedyną już przedstawicielką rodziny mieszkającą w Książu, bo obaj jej synowie, Hans Heinrich XVII i Alexander, mieszkali już za granicą.

Gdy po I Wojnie Światowej do władzy doszła partia nazistowska nie poddała się fali uwielbienia dla Hitlera. Wraz ze swoimi synami przeciwstawiała się bezmyślności polityki Hitlera, za co poniosła surową karę. Między innymi straciła jednego z synów w wyniku okrutnych przesłuchań.
Podczas drugiej wojny światowej starała się pomagać więźniom obozu koncentracyjnego Gross Rosen dostarczając im paczki żywieniowe nie bacząc na konsekwencje i wbrew woli okolicznej ludności.
Z domu na terenie zamku Książ w czasie II wojny światowej wyrzuciły ją władze niemieckie. Zamieszkała wtedy w willi w Wałbrzychu. Tam zmarła 29 czerwca 1943 roku, dzień po swoich urodzinach. Ostatnie miesiące i dni życia spędziła tam w niedostatku, zmarła na udar serca, w samotności. Została pochowana na pobliskim cmentarzu.

Przeczytaj także: Co dalej z Domem Powstańca? Piotr Spyra: lepiej zrujnować niż sprzedać

Według relacji córki stajennego Hochbergów, Daisy pierwotnie pochowano w mauzoleum rodzinnym znajdującym się w parku zamkowym. Po splądrowaniu grobowca przez żołnierzy Armii Czerwonej (trumnę księżnej rozłupano), służący postanowili przenieść jej szczątki w bezpieczniejsze miejsce. Księżna początkowo spoczęła w parku, niedaleko mauzoleum, jednak świeży grób na tyle zwracał uwagę czerwonoarmistów, że ostatecznie, pod osłoną nocy, przeniesiono zwłoki na parafialny cmentarz ewangelicki w Szczawienku (Nieder Salzbrunn). W latach osiemdziesiątych XX w. podzielił on losy wielu innych niemieckich nekropolii z terenu Dolnego Śląska: został zrównany z ziemią, bez przeniesienia znajdujących się na nim szczątków, a później wybudowano tam osiedle domów jednorodzinnych. Przez kilkadziesiąt lat miejsce pochówku księżnej utrzymywano w ścisłej tajemnicy. Sekret został ujawniony dopiero kilka lat temu, za zgodą wnuka Daisy, księcia Bolka Hochberga von Pless. Miejsce pochówku Daisy było trzymane w tajemnicy podobno ze względu na podejrzenie, iż została pochowana w swoim 6-metrowym naszyjniku z pereł, który dostała od męża. Naszyjnik musiał być niewyobrażalnie kosztowny (podobno przy łowieniu pereł do niego zginął jeden z poławiaczy), toteż uważano, że może stać się łupem złodziei. W obliczu tego, jak zawiłe były losy mogiły księżnej, trudno w tę wersję uwierzyć.

Disy pisała pamiętnik. Został on wydany pod tytułem „Taniec na wulkanie” przez wydawnictwo Arcana.

Przeczytaj także: Turyści z zagranicy mają przyjechać do Muzeum Historii Katowic dopiero za cztery lata