facebook

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

U nas kryzys jest odkąd pamiętam

U nas kryzys jest odkąd pamiętam

Przyznam, że z lekka doprowadza mnie do szału wszechobecna debata wokół kryzysu. Nie żebym negowała jego istnienie. Nie w tym rzecz.

Anna Kowalczyk

Anna Kowalczyk

Do południa inżynier. Do rana żona, matka, pasjonatka. Bieganie, malowanie, czytanie i coś całkiem świeżego - fotografia. Wszystkim tym pasjom oddaje się bez reszty.

Wracałam właśnie z pracy i aby nie ulec totalnej rutynie, pomyślałam że z chęcią posłucham radiowej gadaniny (w odróżnieniu od 29 dni miesiąca, kiedy męczę stare płyty). Nie chcę i nie będę, chociaż może powinnam, a w zasadzie tylko wspomnę, albo lepiej pominę o czym mówiono.

REKLAMA Bezpieczne pozycjonowanie stron w wyszukiwarkach!

Zdanie wyżej jest zupełnie sensowne – tak sensowne jak sensowna była dyskusja w radiu na temat kryzysu, której miałam okazję wysłuchać. Otóż Polska już nie jest zieloną wyspą Hossa na Oceanie Bessy. To wiedzą wszyscy.

Niestety osobiście nigdy nie doświadczyłam dobrodziejstw płynących z bycia na tym zielonym skrawku szczęścia. Chyba dlatego, że u nas kryzys jest odkąd pamiętam. U nas mam na myśli na Śląsku. A w 2008 roku, kiedy to ogłoszono go na skalę światową ja myślałam o teściu, który stracił pracę, bo zamykali jego kopalnię. I to był kryzys prawdziwy, odczuwalny... a nie gdzieś tam w świecie. Czy był skutkiem załamania bankowości centralnej? Raczej nie było to możliwe w tym samym czasie, równolegle. Po prostu fizycznie nierealne i w żaden sposób powiązane. To skutek złego zarządzania i nierentowności kopalń raczej.

GALERIA Wiosenne metamorfozy [Zdjęcia]

Słuchałam zatem dalej wywodów o ustawach antykryzysowych, które wręcz genialnie opracowane zakładają, że jeżeli przedsiębiorca będzie musiał mniej płacić swojemu pracownikowi za nadgodziny (mnie na przykład), to oczywiście zatrudni więcej osób, bo będzie go stać. A co za tym idzie zmniejszy się bezrobocie. Doskonale! Przecież nas, szarej masy, nie dotyka kwestia drożejących usług i produktów, skąd! A mój szef już z pewnością zatrudni kolejnych pracowników, jeśli tylko na mnie zaoszczędzi. Jestem tego tak samo pewna, jak byłam pewna końca świata w 2012 roku. I jeszcze wzmianka o oszczędzaniu. Tak rodacy – oszczędzajmy i jedzmy tańsze produkty. Zamiast świeżego, kupujmy czerstwy chleb, a kryzys nas ominie.

Już chciałam odsłuchać płytę spod fotela, aby zakończyć tym akcentem irytująca mnie dyskusję, kiedy zauważyłam mężczyznę z wiadrami, który szedł poboczem. Po chwili zdałam sobie sprawę, że dalej widać kolejne dwie, podobne postacie niosące takie same wiadra.

Przeczytaj także: Młodzi potrzebują konkretów, nie pustych gwarancji

O biedaszybach mówił mi tata, opowiadał dziadek, oglądam filmy na ich temat. Ale to było dobrych kilkanaście lat temu i teraz, na ten widok, poczułam ogromny ciężar. To był ciężar tych wiader niesionych na mrozie. Ci mężczyźni nieśli wykopany niedaleko autostrady węgiel. Nie na sprzedaż, ale na opał... do domów. I ani tańszy jogurt, ani mniejsza moja pensja ich mieszkań nie ogrzeje. Bo jeśli normalni na pierwszy rzut oka ludzie, kopią aby dzieci mogły spać w pidżamie, a nie kurtce, to jest źle. W 2010 roku Kostrzewa optymistycznie rzucił, że kryzys się kończy. Jest 2013 rok i biedaszyby zaczynają żywić pokolenie, które ma moją emeryturę wypracować. Ale chyba nie ma się czym przejmować, skoro głośniej o ustawie dot. związków partnerskich, aniżeli nieuchronnej klęsce ekonomicznej. Bez podstaw jest również planowany na 26 marca strajk generalny na Śląsku. Przecież jest w porządku, o co ten hałas.

Śpijmy spokojnie – to nie kryzys, to tylko rezultat. (S.Kiślewski)

Przeczytaj także: Zarabiasz średnią krajową? Musisz być feministką!

Zdjęcie: Public Domain Photos