facebook

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Aleksander Krajewski: Im więcej ideologii tym bardziej szczerbate miasto

Aleksander Krajewski: Im więcej ideologii tym bardziej szczerbate miasto

Po doświadczeniach z „nowym dworcem głównym” i z jego wyburzeniem pod budowę centrum handlowego, Katowiczanie mogą mieć pewne obawy, że urząd konserwatorski nie zawsze działa w interesie dziedzictwa architektonicznego. Czy jednak brak ochrony jest lepszy niż „nie zawsze skuteczna ochrona”?

Aleksander Krajewski

Aleksander Krajewski

Architekt (WA Politechniki Śląskiej), nauczyciel rysunku architektonicznego, współtwórca fundacji Napraw Sobie Miasto. Autor artykułów dla: naszaprzestrzen.pl, archisilesia.pl, Archivolta. Prowadzący warsztaty dla dzieci i młodzieży (m.in. Mała Akademia Architektury, Kronika idei dla dzieci, Sztuki policzalne). Współinicjator powstania Zespołu doradczego ds. Polityki Rowerowej przy UM w Katowicach, katowicki koordynator Śląskiej Inicjatywy Rowerowej. Wyznawca urbanistycznego hedonizmu: jeśli chcesz żyć w pięknym i przyjaznym mieście - zacznij je zmieniać sam. Dla siebie.

W 1930 roku zbudowano w Beuthen Muzeum Górnośląskie. Miało ono po I wojnie światowej świadczyć o „niemieckości” Śląska. Była to rękawica rzucona przez naszych sąsiadów zza zachodniej granicy.

REKLAMA Wirtualizacja IT z SANSEC Poland!

Pod budowę Alei Armii Czerwonej i Rynku wyburzono 2 kwartały zabudowy. Powstała reprezentacyjna megaprzestrzeń z ikonami polskiej architektury.Polska podjęła wyzwanie i już w 1939 roku lśnił nowy gmach Muzeum Śląskiego w Katowicach, który miał świadczyć o „polskości” Śląska. Był to wspaniały, najnowocześniejszy tego typu budynek w Europie. Lśnił jednak bardzo krótko.

Chwilę później budynek został rozebrany przez nazistów. Wyburzono wtedy 2 budynki w Katowicach, oprócz Muzeum była to Wielka Synagoga. Jeden był zbyt „polski”, drugi zbyt „żydowski”.

GALERIA Podziemny dworzec autobusowy w Katowicach [Galeria zdjęć]

Był w Katowicach również zamek, mieścił się przy ulicy Zamkowej (wcześniej Schloss Strasse, później Aleja Armii Czerwonej). Była to siedziba rodziny Thiele-Wincklerów, właścicieli wielu dóbr na Śląsku. Po II wojnie światowej zaistniał pomysł, by w tym „poniemieckim” budynku umieścić Muzeum Powstań Śląskich. Okazał się on chyba zbyt niemiecki, bo wyburzono go w 1976 roku

W jego pobliżu w latach 90-tych powstała pizzeria – chyba jedyny obiekt gastronomiczny w tzw. Strefie Rondo-Rynek. W miejscu samego zamku nie powstało nic – po co więc go wyburzono?

Przeczytaj także: Czy Strefa Kultury będzie nową Aleją Armii Czerwonej?

W miejscu Synagogi też nie zbudowano niczego nowego. Część działki leży w prywatnych rękach, jednak jest to „teren zieleni miejskiej”, więc póki miasto nie zmieni zapisów, możemy być pewni, że nic tam nie powstanie. Poza targowiskiem, które ma się tutaj dobrze.

Pod budowę Alei Armii Czerwonej i Rynku wyburzono 2 kwartały zabudowy. Powstała reprezentacyjna megaprzestrzeń z ikonami polskiej architektury. Nikt nie mógł i nie ma wątpliwości do dzisiaj, że była to prawdziwie „polska” inwestycja. Polska Ludowa.

Przeczytaj także: Kim jest pieszy w Katowicach?

Podobnie budowa nowego dworca pochłonęła spory kawałek miasta, niektórzy nazywali tę część
Miasto to proces. Ciągle się zmienia. Stare budynki zastępują nowe. Miejmy tylko nadzieję, że kiepskie budynki zastępować będą lepsze. Niech kryterium będzie jakość a nie ideologia.śródmieścia „żydowską”. U Żydów można było kupić naprawdę wysokiej jakości produkty. Ale kampania antysemicka w połączeniu z gigantyczną inwestycją kolejową przyczyniły się do zlikwidowania „żydowskiej” części społeczeństwa i kultury Katowic, i tak już mocno osłabionej przez wcześniejsze działania nazistów.

Muzeum Powstań Śląskich nie powstało nigdy, choć był ostatnio pomysł, by umieścić je w Domu Powstańca, który trochę podupada i wokół którego trwa dyskusja: czy wpisanie do rejestru zabytków uchroni go przez zniszczeniem czy raczej się do niego przyczyni?

GALERIA Dworzec nie wpisał się w żaden nowoczesny trend w architekturze

Po doświadczeniach z „nowym dworcem głównym” i z jego wyburzeniem pod budowę centrum handlowego, Katowiczanie mogą mieć pewne obawy, że urząd konserwatorski nie zawsze działa w interesie dziedzictwa architektonicznego. Czy jednak brak ochrony jest lepszy niż „nie zawsze skuteczna ochrona”?

Były też głosy by Muzeum Powstań Śląskich umieścić w ramach jednej z ekspozycji w powstającym właśnie Muzeum Śląskim. Tutaj też trwa wojna ideologiczna: czy pokazać Śląsk niemiecki czy Śląsk polski? A jeśli Śląsk polski to jak ująć historię tego terenu od czasów Kazimierza Wielkiego aż do I wojny światowej? Myślałem, że w 80 lat po polsko-niemieckim wyścigu muzealnym, jesteśmy na tyle wykształconym i doświadczonym narodem, by spróbować ująć historię w sposób możliwie obiektywny. Ale widać – bez wątków ideologicznych architektura w Katowicach nie istnieje.

GALERIA Tutaj mogło się bawić tylko odpowiednie towarzystwo. Historia kultowej kawiarni z ulicy Warszawskiej.

Architektura „odwetu”

Pałac Ślubów i Dworzec Główny wyburzono, bo były zaniedbane, brudne, nawet śmierdzące. Ale w tym wszystkim chyba ważniejsze było to, że były „peerelowskie”, a ludziom źle się kojarzyły. Chyba tylko ideologiczną nienawiścią do komuny można uzasadnić brak jakichkolwiek działań rewitalizacyjnych w strefie Rondo-Rynek przez ostatnie 20 lat. Po dekadach zaniedbań bierzemy się za „wielką przebudowę”, która prawdopodobnie sprowadzi się do wyburzania kolejnych „trudnych” budynków. Czekamy na kolejną szczerbę po domu handlowym Centrum - czemu nie powstała tam „Galeria Katowicka”?. Następną dziurą może być plac po wieży DOKP - czemu miasto mówi ciągle o wieżowcach wzdłuż Alei Korfantego a ten budynek stoi pusty? Kolejna może powstać w miejscu hotelu Silesia – czemu od lat nie dzieje się tam nic? Co więcej – z odpowiedzi jaką uzyskałem z Urzędu, wyburzenie Galerii BWA jeszcze nie jest planowane ale tylko dlatego, że nie ma dokąd przenieść samej galerii. Jeśli miasto znajdzie odpowiedni lokal to prawdopodobnie kwestia kilku miesięcy gdy w to miejsce przyjadą buldożery.

Przeczytaj także: Rowerowa przejażdżka zawiozła petycje do urzędu

Przestrzeń, w której od lat straszą pustostany doczekało się konkursu architektonicznego. I co? Przesuniemy tory tramwajowe a na Rynku staną monumentalne podcienia. Rynek bez arkad to nie rynek, więc krakowska pracownia wymyśliła dla nas „portyko-pergolę”.

Dzisiejsze Katowice są przecież nowoczesne, światowe, musimy więc przygotować centrum miasta pod budowę centrów handlowych i wieżowców. Nie ma w centrum miasta miejsca na architekturę „peerelowską”, dokładnie tak jak wcześniej nie było miejsca na architekturę „niemiecką” i „żydowską” a jeszcze wcześniej na architekturę „polską” i „żydowską”.

GALERIA "Fallaces sunt rerum species". Katowicki dworzec okiem użytkownika

Jest nadzieja

Są oczywiście wyjątki – budowana siedziba NOSPR, która ceglaną elewacją nawiązuje trochę do familoków. Odtworzone „kielichy” dworca – zgniły kompromis między inwestorem a ekspertami w dziedzinie architektury i historii sztuki. Podobnym kompromisem będą wyeksponowane stalowe łuki w centrum handlowym Supersam. Musimy przecież myśleć o potrzebach mieszkańców, a oni przecież nie chcą podziwiać „wspaniałości modernizmu” tylko robić zakupy.

Przeczytaj także: Kiedyś w Katowicach budowano parki. Dzisiaj buduje się parkingi

Kompromis Pałacu Ślubów polegał natomiast na wycięciu posadzek i rzeźb i umieszczenie ich w parku oraz w planowanej ekspozycji w Muzeum Śląskim.

W Katowicach spełnia się marzenie futurystów – każde pokolenie ma swoją architekturę i niszczy architekturę pokolenia wcześniejszego. Być może to powinniśmy nazwać „katowicką szkołą architektury”?Okazuje się, że Muzeum Śląskie być może stanie się workiem na „niechcianą historię”. Tam pokażemy ludziom wszystko czego nie chcemy mieć w przestrzeni miasta – pokażemy tam zdjęcia kopalń i sztygarów, pokażemy wyburzoną Synagogę i pierwsze Muzeum Śląskie, pokażemy peerelowską posadzkę i wiele innych rzeczy, o których nie chcemy pamiętać, bo źle nam się kojarzą. I symbolicznie schowamy całe muzeum pod ziemią. Wtedy będziemy mogli wyburzyć jeszcze więcej.

Przeczytaj także: Wśród dworcowych kielichów paradujemy światowo i kolorowo, jak przystało na prawdziwych przedstawicieli klasy postindustrialnej

W Katowicach spełnia się marzenie futurystów – każde pokolenie ma swoją architekturę i niszczy architekturę pokolenia wcześniejszego. Być może to powinniśmy nazwać „katowicką szkołą architektury”? Takie podejście w pewnym sensie mnie uspokoiło. To oznacza, że następne pokolenie wyburzy pergole na Rynku i malle handlowe, zasypie przejścia podziemne i, być może, odkryje koryto rzeki Rawy. Zabuduje aleję Korfantego ekologicznymi biurowcami i apartamentowcami z zielonymi tarasami. Będzie miało też okazję by wypełnić wszystkie szczerby, które się nam nagromadziły. Następne pokolenie będzie budowało parki, skwery i place. Wzdłuż ulic staną szpalery drzew. Ciekawe: jaka to będzie architektura? Jaką łatkę, jaką ideologię jej przypniemy? Polską? Śląską? Niemiecką?

Miasto to proces. Ciągle się zmienia. Stare budynki zastępują nowe. Miejmy tylko nadzieję, że kiepskie budynki zastępować będą lepsze. Niech kryterium będzie jakość a nie ideologia.

Przeczytaj także: Deutsche Welle o Katowicach: przykład dla reszty Polski

(Foto: Kris Duda, CC BY-SA 2.0)